*Następnego dnia, Violetta*
Usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Wyjęłam go z kieszeni i odebrałam.
- Dzień dobry Violu. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że za chwilę ruszamy w drogę do domu i będziemy za jakieś półtorej godziny. Pa skarbie. Miłego dnia.
- Dziękuję - odpowiedziałam i znowu padłam na poduszkę. Praktycznie już spałam, kiedy zdałam sobie sprawę, kto dzwonił to była mama Leona. Szybko wstałam, przeciągnęłam się i otworzyłam oczy. To co zobaczyłam wyglądało gorzej niż śmietnik. Wszędzie były butelki po winie, puszki po piwie, butelki po napojach, puste paczki chipsów, pęknięte balony, papier po prezentach i ciała moich znajomych. Nie wiem czemu, ale wczoraj miałam wrażenie, że wszystko wyglądało lepiej. Z resztą pachniało też niezbyt ładnie. Próbowałam przypomnieć sobie treść wiadomości jako przekazała mi pani Verdas. Są właśnie w drodze do domu i będą za jakieś półtorej godziny. Obiecałam, że dom będzie stał i faktycznie stał, ale w ogóle nie przypomina domu. Postanowiłam obudzić Naty i razem z nią posprzątać ten bałagan. Jednak nie mogłam jej znaleźć. Ja obudziłam się na kanapie w salonie, obok mnie leżała Ludmiła, na ziemi spał Maxi, Diego i Francesca. Nikogo więcej nie było na parterze więc udałam się na górę. Weszłam do łazienki w celu ogarnięcia twarzy, ale nie mogłam tego zrobić bo w wannie słodko spał Federico. Jak widać wczoraj się nieźle napił. Ciekawe co z Leonem? Pewnie śpi słodko w swoim pokoju. Sprawdzę co u Niego.
Jak weszłam do sypialni Leona, zobaczyłam całą masę osób byli tam: Naty, Camila i Brodway, ale nie było Leona. Przeszukałam całe piętro i parter, ale go nigdzie nie było. Za niecało godzinę wrócą jego rodzice, a on gdzieś zniknął. Do tego 8 osób, które dawno powinny być w swoich domach śpią w jego wannie, salonie i sypialni. Jeśli jego mama to zobaczy to już nigdy nie zaufa ani mi ani Leonowi. A co jeśli zabroni nam się spotykać?
Nie mogę na to pozwolić!
Zaczęłam budzić moich przyjaciół i wezwałam dla nich taksówki. Wszyscy prócz mnie wrócili do domu. Musiałam sprzątać dom Leona, a go nawet nie było przy mnie. Szybko ruszyłam do kuchni i wyciągnęłam z odpowiedniej szafki worki na śmieci. W niebywałym tempie zebrałam wszystkie puste butelki i śmieci z salonu. Śmieci było tak dużo, że musiałam użyć kolejnego worka. Udałam się na górę i tam też posprzątałam. Wyrzuciłam śmieci do kosza i zaczęłam odkurzać. Po okurzeniu szybko wytarłam kurze i włączyłam zmywarkę. Dom był już wysprzątany, ale nadal nie było Leona. Hmm...
Wyszłam na taras i położyłam się na jednym z leżaków. Jednak po chwili wstałam zobaczyłam jakiś gumowy przedmiot unoszący się na wodzie w basenie. Podeszłam bliżej był to Leon na gumowym materacu. Tylko co on robi w basenie. Zakładam się, że to jakiś głupi dowcip Federico.
- Dzień dobry Violu. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że za chwilę ruszamy w drogę do domu i będziemy za jakieś półtorej godziny. Pa skarbie. Miłego dnia.
- Dziękuję - odpowiedziałam i znowu padłam na poduszkę. Praktycznie już spałam, kiedy zdałam sobie sprawę, kto dzwonił to była mama Leona. Szybko wstałam, przeciągnęłam się i otworzyłam oczy. To co zobaczyłam wyglądało gorzej niż śmietnik. Wszędzie były butelki po winie, puszki po piwie, butelki po napojach, puste paczki chipsów, pęknięte balony, papier po prezentach i ciała moich znajomych. Nie wiem czemu, ale wczoraj miałam wrażenie, że wszystko wyglądało lepiej. Z resztą pachniało też niezbyt ładnie. Próbowałam przypomnieć sobie treść wiadomości jako przekazała mi pani Verdas. Są właśnie w drodze do domu i będą za jakieś półtorej godziny. Obiecałam, że dom będzie stał i faktycznie stał, ale w ogóle nie przypomina domu. Postanowiłam obudzić Naty i razem z nią posprzątać ten bałagan. Jednak nie mogłam jej znaleźć. Ja obudziłam się na kanapie w salonie, obok mnie leżała Ludmiła, na ziemi spał Maxi, Diego i Francesca. Nikogo więcej nie było na parterze więc udałam się na górę. Weszłam do łazienki w celu ogarnięcia twarzy, ale nie mogłam tego zrobić bo w wannie słodko spał Federico. Jak widać wczoraj się nieźle napił. Ciekawe co z Leonem? Pewnie śpi słodko w swoim pokoju. Sprawdzę co u Niego.
Jak weszłam do sypialni Leona, zobaczyłam całą masę osób byli tam: Naty, Camila i Brodway, ale nie było Leona. Przeszukałam całe piętro i parter, ale go nigdzie nie było. Za niecało godzinę wrócą jego rodzice, a on gdzieś zniknął. Do tego 8 osób, które dawno powinny być w swoich domach śpią w jego wannie, salonie i sypialni. Jeśli jego mama to zobaczy to już nigdy nie zaufa ani mi ani Leonowi. A co jeśli zabroni nam się spotykać?
Nie mogę na to pozwolić!
Zaczęłam budzić moich przyjaciół i wezwałam dla nich taksówki. Wszyscy prócz mnie wrócili do domu. Musiałam sprzątać dom Leona, a go nawet nie było przy mnie. Szybko ruszyłam do kuchni i wyciągnęłam z odpowiedniej szafki worki na śmieci. W niebywałym tempie zebrałam wszystkie puste butelki i śmieci z salonu. Śmieci było tak dużo, że musiałam użyć kolejnego worka. Udałam się na górę i tam też posprzątałam. Wyrzuciłam śmieci do kosza i zaczęłam odkurzać. Po okurzeniu szybko wytarłam kurze i włączyłam zmywarkę. Dom był już wysprzątany, ale nadal nie było Leona. Hmm...
Wyszłam na taras i położyłam się na jednym z leżaków. Jednak po chwili wstałam zobaczyłam jakiś gumowy przedmiot unoszący się na wodzie w basenie. Podeszłam bliżej był to Leon na gumowym materacu. Tylko co on robi w basenie. Zakładam się, że to jakiś głupi dowcip Federico.
- Leon! - krzyknęłam.
On otworzył szeroko oczy i wpadł do wody.
- Leon nic Ci nie jest?! - krzyknęłam.
- Nie, nic - rzekł jak wynurzył się z wody - tylko sobie, tak po prostu postanowiłem tonąć!
- Fakt! Ty nie umiesz pływać - stwierdziłam i dopiero po chwili zorientowałam się, że muszę mu pomóc. Wskoczyłam do wody i podpłynęłam do Niego. Podałam mu rękę i pomogłam z powrotem wejść na nadmuchiwany materac.
- Żartowałem, ostatnio miałem lekcje pływania i już umiem, ale chciałem, żebyś ty też była mokra!
- Ty, ja cię kiedyś zabiję, ale to później, ponieważ, pragnę ci uświadomić, że za jakieś pół godziny będą twoi rodzice!
- Co?! - krzyknął i czym prędzej podpłynął do drabinki i wyszedł z basenu.
- Ekhem, a mi to nie łaska pomóc?
- Hmmm... - zrobił minę, jakby poważnie się zastanawiał. - Pomyślmy... Nie!
- Ej, ja posprzątałam cały dom, odprawiłam twoich przyjaciół do domu i sprawiłam, że w wieku osiemnastu lat nie skończysz w grobie, a ty nie chcesz mi pomóc wyjść?
- Jej, kiedy ty to zdążyłaś zrobić?
- Nie, nie odzywam się do ciebie. Prezent ci zrobiłam.
- I tak ci nie pomogę!
- To za to nie będzie prezentu. O i FOCH forever na pięć minut - po tych słowach zrobiłam moją minkę i oczywiste, że pomógł mi wyjść.
Udaliśmy się do jego pokoju i każde z nas wzięło swoje rzeczy na przebranie.
Ja poszłam do łazienki na górze, a mój przyjaciel do tej na dole. Przebrałam się i wysuszyłam włosy, a gdy zeszłam Leon robił śniadanie dla nas.
- Jak mniemam, łyknąłeś już tabletki na ból głowy?
- Oczywiście.
- Co tam pichcisz?
- Naleśniki.
Siadłam do stołu, a po chwili mój szef kuchni podał nasze danie i zaczęliśmy jeść. On, jak to on ubrudził się bitą śmietaną, wypływającą z jedzenia. Korzystając z okazji, wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie.
Po zjedzeniu, posprzątaliśmy w kuchni i usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Leon wstał jak oparzony i pobiegł do rodziców się przywitać. Oni zrobili to samo.
- Dzień dobry.
- Cześć Violetto! Jesteś niesamowita. To była pierwsza i dzięki Bogu ostatnia osiemnastka mojego syna.
- Nie ma za co. Dla państwa i Leona wszystko.
- Dobrze - powiedział ojciec Leona. - Wy idźcie się bawić, a my pójdziemy odpocząć.
Pociągnęłam szatyna za rękę wprost do jego pokoju. Szybko wzięła prezent chłopaka i jeszcze szybciej stamtąd wyszli.
Szli razem, przez miasto, aż dotarli do parku. Chłopak, w końcu nie wytrzymał, spytał:
- Daleko jeszcze?
- Nie.
- Daleko jeszcze?
- Nie?
- No ale daleko jeszcze czy nie?
- Tak, Leon, daleko jeszcze! Nie na widzę, kiedy bawisz się w Osła ze "Shreka".
- Też cię uwielbiam.
W ten sposób, w atmosferze pełnej żartów, dotarli na polanę. Ale nie była to zwykła polana. To tutaj się poznali, to tu spędzili najwięcej czasu w dzieciństwie i to tu spędzą osiemnastkę szatyna.
- Pamiętałaś - szepnął wzruszony.
- Przecież ci obiecałam.
- Ale to było, jak mieliśmy po osiem i dziewięć lat.
- Wiem, to było dzień po tym, jak się przewróciłeś i złamałeś rękę. Dokładnie w dzień twoich dziewiątych urodzin.
- Aha, zgadza się.
- Powiedziałam: "(...) Leoś, obiecuję, że jak będziemy duzi i będziemy mieli o tyle latek", tu pokazałam dziesięć i osiem palców. Pamiętasz?
- Tak.
- Wracając: "(...) to spędzimy idealne urodziny razem."
Udali się na rozłożony nieopodal koc, na którym stał koszyk piknikowy. Moja ukochana przyjaciółka nie zapomniała o niczym. Nati, mam u ciebie dług - pomyślałam.
Siedliśmy na kocu, a mój przyjaciel mógł w końcu odpakować prezent. On otworzył szeroko oczy i wpadł do wody.
- Leon nic Ci nie jest?! - krzyknęłam.
- Nie, nic - rzekł jak wynurzył się z wody - tylko sobie, tak po prostu postanowiłem tonąć!
- Fakt! Ty nie umiesz pływać - stwierdziłam i dopiero po chwili zorientowałam się, że muszę mu pomóc. Wskoczyłam do wody i podpłynęłam do Niego. Podałam mu rękę i pomogłam z powrotem wejść na nadmuchiwany materac.
- Żartowałem, ostatnio miałem lekcje pływania i już umiem, ale chciałem, żebyś ty też była mokra!
- Ty, ja cię kiedyś zabiję, ale to później, ponieważ, pragnę ci uświadomić, że za jakieś pół godziny będą twoi rodzice!
- Co?! - krzyknął i czym prędzej podpłynął do drabinki i wyszedł z basenu.
- Ekhem, a mi to nie łaska pomóc?
- Hmmm... - zrobił minę, jakby poważnie się zastanawiał. - Pomyślmy... Nie!
- Ej, ja posprzątałam cały dom, odprawiłam twoich przyjaciół do domu i sprawiłam, że w wieku osiemnastu lat nie skończysz w grobie, a ty nie chcesz mi pomóc wyjść?
- Jej, kiedy ty to zdążyłaś zrobić?
- Nie, nie odzywam się do ciebie. Prezent ci zrobiłam.
- I tak ci nie pomogę!
- To za to nie będzie prezentu. O i FOCH forever na pięć minut - po tych słowach zrobiłam moją minkę i oczywiste, że pomógł mi wyjść.
Udaliśmy się do jego pokoju i każde z nas wzięło swoje rzeczy na przebranie.
Ja poszłam do łazienki na górze, a mój przyjaciel do tej na dole. Przebrałam się i wysuszyłam włosy, a gdy zeszłam Leon robił śniadanie dla nas.
- Jak mniemam, łyknąłeś już tabletki na ból głowy?
- Oczywiście.
- Co tam pichcisz?
- Naleśniki.
Siadłam do stołu, a po chwili mój szef kuchni podał nasze danie i zaczęliśmy jeść. On, jak to on ubrudził się bitą śmietaną, wypływającą z jedzenia. Korzystając z okazji, wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie.
Po zjedzeniu, posprzątaliśmy w kuchni i usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Leon wstał jak oparzony i pobiegł do rodziców się przywitać. Oni zrobili to samo.
- Dzień dobry.
- Cześć Violetto! Jesteś niesamowita. To była pierwsza i dzięki Bogu ostatnia osiemnastka mojego syna.
- Nie ma za co. Dla państwa i Leona wszystko.
- Dobrze - powiedział ojciec Leona. - Wy idźcie się bawić, a my pójdziemy odpocząć.
Pociągnęłam szatyna za rękę wprost do jego pokoju. Szybko wzięła prezent chłopaka i jeszcze szybciej stamtąd wyszli.
Szli razem, przez miasto, aż dotarli do parku. Chłopak, w końcu nie wytrzymał, spytał:
- Daleko jeszcze?
- Nie.
- Daleko jeszcze?
- Nie?
- No ale daleko jeszcze czy nie?
- Tak, Leon, daleko jeszcze! Nie na widzę, kiedy bawisz się w Osła ze "Shreka".
- Też cię uwielbiam.
W ten sposób, w atmosferze pełnej żartów, dotarli na polanę. Ale nie była to zwykła polana. To tutaj się poznali, to tu spędzili najwięcej czasu w dzieciństwie i to tu spędzą osiemnastkę szatyna.
- Pamiętałaś - szepnął wzruszony.
- Przecież ci obiecałam.
- Ale to było, jak mieliśmy po osiem i dziewięć lat.
- Wiem, to było dzień po tym, jak się przewróciłeś i złamałeś rękę. Dokładnie w dzień twoich dziewiątych urodzin.
- Aha, zgadza się.
- Powiedziałam: "(...) Leoś, obiecuję, że jak będziemy duzi i będziemy mieli o tyle latek", tu pokazałam dziesięć i osiem palców. Pamiętasz?
- Tak.
- Wracając: "(...) to spędzimy idealne urodziny razem."
Udali się na rozłożony nieopodal koc, na którym stał koszyk piknikowy. Moja ukochana przyjaciółka nie zapomniała o niczym. Nati, mam u ciebie dług - pomyślałam.
Ujrzał w nim gruby, w połowie wypełniony, album z naszymi zdjęciami.
- Jejku, Violu. Dziękuję. Ale dlaczego tylko do połowy?
- Ponieważ na okładce masz napisane "Nasza Historia", a nasza się tak szybko nie skończy. Pamiętaj, przyjaciele na zawsze...
- I jeszcze dłużej.
Leon otworzył album na pierwszej stronie, gdzie było nasze zdjęcie z naszego pierwszego spotkania. O ile mnie pamięć nie myli było zrobione przez mamę szatyna. Przedstawia małą, pięcioletnią dziewczynkę, która leży na ziemi i płacze, a nad nią stoi chłopak - sześcioletni - który ociera jej łezki.
- Pamiętam, jakby to było piętnaście lat temu - powiedział.
- Może dlatego, że to było piętnaście lat temu? - spytałam sarkastycznie.
- No, coś w tym jest.
- To był mój najlepszy dzień, spotkałam przyjaciela po grób. I pamiętam że...
Chodziłam z mamusią za rączkę po parku. Właśnie przyszłyśmy na moją ulubioną polankę. Zobaczyłam kolorowego motylka, który latał koło nas. Wyrwałam rękę mamie i pobiegłam gonić owada. Niestety potknęłam się i upadłam, zdzierając sobie skórę z prawego kolana. Wystraszyłam sie, ponieważ leciała mi krew. Wtedy podszedł do mnie chłopczyk o zielonych oczkach i delikatnie wytarł mi łzy. Podziękowałam mu i przytuliłam.
- Od teraz będziemy przyjaciółmi - zaproponowałam.
- Dobrze, ale na zawsze.
- Tak, na zawsze.
- To się akurat nie zmieniło. Na zawsze.
- Tak, na zawsze.
Zerknęliśmy na kolejne zdjęcie. Mamy już po piętnaście i szesnaście lat. Zdjęcia nie są układane hronologicznie. Przedstawiało ono
bardzo zabawną sytuację. Leon
trzymał w ręku nóż, a ja miałam całą czerwoną
bluzkę, nie było to tak straszne jak wyglądało. Chodziło o to, że …
Urządziliśmy
sobie noc filmów, z resztą jak co piątek. Jako, że było więcej chłopców to
przegłosowali dziewczyny i oglądaliśmy horrory. Bardzo ich nie lubię. Znudzona
samym początkiem filmu udałam się do kuchni i zamówiłam dla wszystkich pizzę.
Po około 20 minutach dostarczyli ją pod mój dom, w którym nie paliło się żadne
światło. Zapłaciłam dostawcy i odebrałam pizzę. Pachniała wyśmienicie, miałam
wielką ochotę by była tylko moja i tak się stało. Leon szybko przybiegł do
pokoju chwytając nóż kopnął kartonowe pudełka i cała pizza wylądowała na mojej
twarzy i ubraniach. Maxi, których kochał robić zdjęcia, uchwycił tę chwilę.
Na przypomnienie tej chwili zaczęłam się głośno
śmiać.
-Viola zrozum myślałem, że to jakiś złodziej lub …
- Potwór! - krzyknęłam i znów wybuchłam śmiechem .
- Violka! Wcale nie… ja się nie boję potworów. Tylko...
– zaczął się tłumaczyć.
- Tylko co? - zapytałam.
- Wiesz Ciebie nie było w pokoju. Martwiłem się, że
coś może Ci się stać.
- Och. Kochany jesteś, ale za zmarnowanie mojej pizzy
nie dam Ci buziaka. Zapomnij - powiedziałam.
- Może jakoś to przeżyję - odpowiedział.
- Może dasz radę.
- Viola na pewno dam… Eh… Jednak nie - oznajmił słabym głosem i zaczął udawać, że
umiera.
Przeciągnął się po podłodze i zaczął się turlać i
trząść. Przeturlał się, aż do ogrodu. Gdybym nie znała Leona to pewnie dawno ruszyłabym
mu z pomocą. Jednakże znam go tak długo i wiem, że udaję. Postanowiłam
wyciągnąć telefon i nagrać całe to zajście. Bawiłam się świetnie, gdy nagle
Leon … Znieruchomiał. Rzuciłam telefon na kanapę i szybko do Niego podbiegłam.
Zaczęłam wymawiać jego imię i trząść nim. Chciałam nawet zaczać technikę
usta-usta, ale wtedy Leon się odezwał:
- Prima Aprillis.
Odetchnęłam z ulgą, ale na podsumowanie tego co się
przed chwilą stało rzekłam:
- Leon to w ogóle nie było śmieszne.
- Och, no co ty? Sytuacja z pizzą dla mnie też nie była
śmieszna !
- Oj, Leon już dawno o tym zapomniałam. Zgoda?-
powiedziałam i wyciągnęłam do Niego rękę.
On zrobił to samo tylko zamiast uścisnąć moją dłoń
pociągnął ją do siebie i wrzucił mnie do basenu.
- Leon! Już po Tobie - krzyknęłam.
- Najpierw musisz wyjść by mi coś zrobić - zaczął się
wymądrzać.
- Dobra nic Ci nie zrobię. Tylko pomóż mi - poprosiłam
i spojrzałam na Niego i zrobiłam uroczą minkę. Wiem, że jak ją robię to on
zawsze się zgadza.
- Okej - rzekł i wyciągnął rękę w moją stronę.
Wtedy ja zamiast przy pomocy jego ręki wyjść z
basenu to postanowiłam wciągnąć go do basenu.
- Masz za swoje… syrena menie !
On chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego wybuchł
ogromnym śmiechem .
Ah! Cały Leon. Zaczęłam przyglądać mu się uważnie, bo wczorajszej imprezie
był strasznie opuchnięty i miał ogromne worki, co ja mówię wory pod oczami.
- Może się położysz?- zapytałam.
- Nie, miałem z Tobą spędzić cały dzień. Obiecałem – rzekł.
- Wiem, ale wczorajsze przygody, które miałeś były dosyć drastyczne-rzekłam.
- Jakie przygody?- zapytał zdziwiony.
- Jak to? Ty nic nie pamiętasz z wczoraj?
- Tak naprawdę to nie wiele.
Postanowiłam pokazać mu zdjęcia z jego wczorajszej imprezy. Wyszliśmy z basenu, okryłam się ręcznikiem i wyjęłam z torby wywołane zdjęcia. Zaczęłam od pamiętnej lampy lub jak on to określił "gorącej, małomównej laski".
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto 2 rozdział!
Mamy nadzieję, że się Wam spodoba :*
Nie zpomnijcie zostawić komentarza i udostępnić tego posta na Google+ dając nam plusika =)
Buziaki :*
Zuzia i Vicky
<3
Mamy nadzieję, że się Wam spodoba :*
Nie zpomnijcie zostawić komentarza i udostępnić tego posta na Google+ dając nam plusika =)
Buziaki :*
Zuzia i Vicky
<3