piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 2

*Następnego dnia, Violetta*
Usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Wyjęłam go z kieszeni i odebrałam.
- Dzień dobry Violu. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że za chwilę ruszamy w drogę do domu i będziemy za jakieś półtorej godziny. Pa skarbie. Miłego dnia.
- Dziękuję - odpowiedziałam i znowu padłam na poduszkę. Praktycznie już spałam, kiedy zdałam sobie sprawę, kto dzwonił to była mama Leona. Szybko wstałam, przeciągnęłam się i otworzyłam oczy. To co zobaczyłam wyglądało gorzej niż śmietnik. Wszędzie były butelki po winie, puszki po piwie, butelki po napojach, puste paczki chipsów, pęknięte balony, papier po prezentach i ciała moich znajomych. Nie wiem czemu, ale wczoraj miałam wrażenie, że wszystko wyglądało lepiej. Z resztą pachniało też niezbyt ładnie. Próbowałam przypomnieć sobie treść wiadomości jako przekazała mi pani Verdas. Są właśnie w drodze do domu i będą za jakieś półtorej godziny. Obiecałam, że dom będzie stał i faktycznie stał, ale w ogóle nie przypomina domu. Postanowiłam obudzić Naty i razem z nią posprzątać ten bałagan. Jednak nie mogłam jej znaleźć. Ja obudziłam się na kanapie w salonie, obok mnie leżała Ludmiła, na ziemi spał Maxi, Diego i Francesca. Nikogo więcej nie było na parterze więc udałam się na górę. Weszłam do łazienki w celu ogarnięcia twarzy, ale nie mogłam tego zrobić bo w wannie słodko spał Federico. Jak widać wczoraj się nieźle napił. Ciekawe co z Leonem? Pewnie śpi słodko w swoim pokoju. Sprawdzę co u Niego. 
Jak weszłam do sypialni Leona, zobaczyłam całą masę osób byli tam: Naty, Camila i Brodway, ale nie było Leona. Przeszukałam całe piętro i parter, ale go nigdzie nie było. Za niecało godzinę wrócą jego rodzice, a on gdzieś zniknął. Do tego 8 osób, które dawno powinny być w swoich domach śpią w jego wannie, salonie i sypialni. Jeśli jego mama to zobaczy to już nigdy nie zaufa ani mi ani Leonowi. A co jeśli zabroni nam się spotykać?
Nie mogę na to pozwolić!
Zaczęłam budzić moich przyjaciół i wezwałam dla nich taksówki. Wszyscy prócz mnie wrócili do domu. Musiałam sprzątać dom Leona, a go nawet nie było przy mnie. Szybko ruszyłam do kuchni i wyciągnęłam z odpowiedniej szafki worki na śmieci. W niebywałym tempie zebrałam wszystkie puste butelki i śmieci z salonu. Śmieci było tak dużo, że musiałam użyć kolejnego worka. Udałam się na górę i tam też posprzątałam. Wyrzuciłam śmieci do kosza i zaczęłam odkurzać. Po okurzeniu szybko wytarłam kurze i włączyłam zmywarkę. Dom był już wysprzątany, ale nadal nie było Leona. Hmm... 
Wyszłam na taras i położyłam się na jednym z leżaków. Jednak po chwili wstałam zobaczyłam jakiś gumowy przedmiot unoszący się na wodzie w basenie. Podeszłam bliżej był to Leon na gumowym materacu. Tylko co on robi w basenie. Zakładam się, że to  jakiś głupi dowcip Federico. 
- Leon! - krzyknęłam.
On otworzył szeroko oczy i wpadł do wody.
- Leon nic Ci nie jest?! - krzyknęłam. 
- Nie, nic - rzekł jak wynurzył się z wody - tylko sobie, tak po prostu postanowiłem tonąć!
- Fakt! Ty nie umiesz pływać - stwierdziłam i dopiero po chwili zorientowałam się, że muszę mu pomóc. Wskoczyłam do wody i podpłynęłam do Niego. Podałam mu rękę i pomogłam z powrotem wejść na nadmuchiwany materac. 
- Żartowałem, ostatnio miałem lekcje pływania i już umiem, ale chciałem, żebyś ty też była mokra!
- Ty, ja cię kiedyś zabiję, ale to później, ponieważ, pragnę ci uświadomić, że za jakieś pół godziny będą twoi rodzice!
- Co?! - krzyknął i czym prędzej podpłynął do drabinki i wyszedł z basenu.
- Ekhem, a mi to nie łaska pomóc?
- Hmmm... - zrobił minę, jakby poważnie się zastanawiał. - Pomyślmy... Nie!
- Ej, ja posprzątałam cały dom, odprawiłam twoich przyjaciół do domu i sprawiłam, że w wieku osiemnastu lat nie skończysz w grobie, a ty nie chcesz mi pomóc wyjść?
- Jej, kiedy ty to zdążyłaś zrobić?
- Nie, nie odzywam się do ciebie. Prezent ci zrobiłam.
- I tak ci nie pomogę!
- To za to nie będzie prezentu. O i FOCH forever na pięć minut - po tych słowach zrobiłam moją minkę i oczywiste, że pomógł mi wyjść. 
Udaliśmy się do jego pokoju i każde z nas wzięło swoje rzeczy na przebranie. 
Ja poszłam do łazienki na górze, a mój przyjaciel do tej na dole. Przebrałam się i wysuszyłam włosy, a gdy zeszłam Leon robił śniadanie dla nas.
- Jak mniemam, łyknąłeś już tabletki na ból głowy?
- Oczywiście.
- Co tam pichcisz?
- Naleśniki.
Siadłam do stołu, a po chwili mój szef kuchni podał nasze danie i zaczęliśmy jeść. On, jak to on ubrudził się bitą śmietaną, wypływającą z jedzenia. Korzystając z okazji, wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie.
Po zjedzeniu, posprzątaliśmy w kuchni i usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Leon wstał jak oparzony i pobiegł do rodziców się przywitać. Oni zrobili to samo. 
- Dzień dobry.
- Cześć Violetto! Jesteś niesamowita. To była pierwsza i dzięki Bogu ostatnia osiemnastka mojego syna.
- Nie ma za co. Dla państwa i Leona wszystko.
- Dobrze - powiedział ojciec Leona. - Wy idźcie się bawić, a my pójdziemy odpocząć.
Pociągnęłam szatyna za rękę wprost do jego pokoju. Szybko wzięła prezent chłopaka i jeszcze szybciej stamtąd wyszli. 
Szli razem, przez miasto, aż dotarli do parku. Chłopak, w końcu nie wytrzymał, spytał:
- Daleko jeszcze?
- Nie.
- Daleko jeszcze?
- Nie?
- No ale daleko jeszcze czy nie?
- Tak, Leon, daleko jeszcze! Nie na widzę, kiedy bawisz się w Osła ze "Shreka".
- Też cię uwielbiam.
W ten sposób, w atmosferze pełnej żartów, dotarli na polanę. Ale nie była to zwykła polana. To tutaj się poznali, to tu spędzili najwięcej czasu w dzieciństwie i to tu spędzą osiemnastkę szatyna.
- Pamiętałaś - szepnął wzruszony.
- Przecież ci obiecałam.
- Ale to było, jak mieliśmy po osiem i dziewięć lat.
- Wiem, to było dzień po tym, jak się przewróciłeś i złamałeś rękę. Dokładnie w dzień twoich dziewiątych urodzin.
- Aha, zgadza się.
- Powiedziałam: "(...) Leoś, obiecuję, że jak będziemy duzi i będziemy mieli o tyle latek", tu pokazałam dziesięć i osiem palców. Pamiętasz?
- Tak.
- Wracając: "(...) to spędzimy idealne urodziny razem."  
Udali się na rozłożony nieopodal koc, na którym stał koszyk piknikowy. Moja ukochana przyjaciółka nie zapomniała o niczym. Nati, mam u ciebie dług - pomyślałam.
Siedliśmy na kocu, a mój przyjaciel mógł w końcu odpakować prezent. 
Ujrzał w nim gruby, w połowie wypełniony, album z naszymi zdjęciami. 
- Jejku, Violu. Dziękuję. Ale dlaczego tylko do połowy?
- Ponieważ na okładce masz napisane "Nasza Historia", a nasza się tak szybko nie skończy. Pamiętaj, przyjaciele na zawsze...
- I jeszcze dłużej.
Leon otworzył album na pierwszej stronie, gdzie było nasze zdjęcie z naszego pierwszego spotkania. O ile mnie pamięć nie myli było zrobione przez mamę szatyna. Przedstawia małą, pięcioletnią dziewczynkę, która leży na ziemi i płacze, a nad nią stoi chłopak - sześcioletni - który ociera jej łezki.
- Pamiętam, jakby to było piętnaście lat temu - powiedział.
- Może dlatego, że to było piętnaście lat temu? - spytałam sarkastycznie.
- No, coś w tym jest. 
- To był mój najlepszy dzień, spotkałam przyjaciela po grób. I pamiętam że...
Chodziłam z mamusią za rączkę po parku. Właśnie przyszłyśmy na moją ulubioną polankę. Zobaczyłam kolorowego motylka, który latał koło nas. Wyrwałam rękę mamie i pobiegłam gonić owada. Niestety potknęłam się i upadłam, zdzierając sobie skórę z prawego kolana. Wystraszyłam sie, ponieważ leciała mi krew. Wtedy podszedł do mnie chłopczyk o zielonych oczkach i delikatnie wytarł mi łzy. Podziękowałam mu i przytuliłam.
- Od teraz będziemy przyjaciółmi - zaproponowałam.
- Dobrze, ale na zawsze.
- Tak, na zawsze.
- To się akurat nie zmieniło. Na zawsze.
- Tak, na zawsze.
Zerknęliśmy na kolejne zdjęcie. Mamy już po piętnaście i szesnaście lat. Zdjęcia nie są układane hronologicznie. Przedstawiało ono bardzo zabawną sytuację. Leon 
trzymał w ręku nóż, a ja miałam całą czerwoną bluzkę, nie było to tak straszne jak wyglądało. Chodziło o to, że …
Urządziliśmy sobie noc filmów, z resztą jak co piątek. Jako, że było więcej chłopców to przegłosowali dziewczyny i oglądaliśmy horrory. Bardzo ich nie lubię. Znudzona samym początkiem filmu udałam się do kuchni i zamówiłam dla wszystkich pizzę. Po około 20 minutach dostarczyli ją pod mój dom, w którym nie paliło się żadne światło. Zapłaciłam dostawcy i odebrałam pizzę. Pachniała wyśmienicie, miałam wielką ochotę by była tylko moja i tak się stało. Leon szybko przybiegł do pokoju chwytając nóż kopnął kartonowe pudełka i cała pizza wylądowała na mojej twarzy i ubraniach. Maxi, których kochał robić zdjęcia, uchwycił tę chwilę.
Na przypomnienie tej chwili zaczęłam się głośno śmiać.
-Viola zrozum myślałem, że to jakiś złodziej lub …
- Potwór! - krzyknęłam i znów wybuchłam śmiechem .
- Violka! Wcale nie… ja się nie boję potworów. Tylko... – zaczął się tłumaczyć.
- Tylko co? - zapytałam.
- Wiesz Ciebie nie było w pokoju. Martwiłem się, że coś może Ci się stać.
- Och. Kochany jesteś, ale za zmarnowanie mojej pizzy nie dam Ci buziaka. Zapomnij - powiedziałam.
- Może jakoś to przeżyję - odpowiedział.
- Może dasz radę.
- Viola na pewno dam… Eh… Jednak nie - oznajmił słabym głosem i zaczął udawać, że umiera.
Przeciągnął się po podłodze i zaczął się turlać i trząść. Przeturlał się, aż do ogrodu. Gdybym nie znała Leona to pewnie dawno ruszyłabym mu z pomocą. Jednakże znam go tak długo i wiem, że udaję. Postanowiłam wyciągnąć telefon i nagrać całe to zajście. Bawiłam się świetnie, gdy nagle Leon … Znieruchomiał. Rzuciłam telefon na kanapę i szybko do Niego podbiegłam. Zaczęłam wymawiać jego imię i trząść nim. Chciałam nawet zaczać technikę usta-usta, ale wtedy Leon się odezwał:
- Prima Aprillis.
Odetchnęłam z ulgą, ale na podsumowanie tego co się przed chwilą stało rzekłam:
- Leon to w ogóle nie było śmieszne.
- Och, no co ty? Sytuacja z pizzą dla mnie też nie była śmieszna !
- Oj, Leon już dawno o tym zapomniałam. Zgoda?- powiedziałam i wyciągnęłam do Niego rękę.
On zrobił to samo tylko zamiast uścisnąć moją dłoń pociągnął ją do siebie i wrzucił mnie do basenu.
- Leon! Już po Tobie - krzyknęłam.
- Najpierw musisz wyjść by mi coś zrobić - zaczął się wymądrzać.
- Dobra nic Ci nie zrobię. Tylko pomóż mi - poprosiłam i spojrzałam na Niego i zrobiłam uroczą minkę. Wiem, że jak ją robię to on zawsze się zgadza.
- Okej - rzekł i wyciągnął rękę w moją stronę.
Wtedy ja zamiast przy pomocy jego ręki wyjść z basenu to postanowiłam wciągnąć go do basenu.
- Masz za swoje… syrena menie !
On chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego wybuchł ogromnym śmiechem .
Ah! Cały Leon. Zaczęłam przyglądać mu się uważnie, bo wczorajszej imprezie był strasznie opuchnięty i miał ogromne worki, co ja mówię wory pod oczami.
- Może się położysz?- zapytałam.
- Nie, miałem z Tobą spędzić cały dzień. Obiecałem – rzekł.
- Wiem, ale wczorajsze przygody, które miałeś były dosyć drastyczne-rzekłam.
- Jakie przygody?- zapytał zdziwiony.
- Jak to? Ty nic nie pamiętasz z wczoraj?
- Tak naprawdę to nie wiele. 
Postanowiłam pokazać mu zdjęcia z jego wczorajszej imprezy. Wyszliśmy z basenu, okryłam się ręcznikiem i wyjęłam z torby wywołane zdjęcia. Zaczęłam od pamiętnej lampy lub jak on to określił "gorącej, małomównej  laski".

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto 2 rozdział!
Mamy nadzieję, że się Wam spodoba :*
Nie zpomnijcie zostawić komentarza i udostępnić tego posta na Google+ dając nam plusika =)
Buziaki :*
Zuzia i Vicky
<3




wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 1

*Violetta*
Dziś, to już jest ten dzień, mój najlepszy przyjaciel - Leon - obchodzi swoje osiemnaste urodziny. To niesamowite, pomyśleć, że już tyle czasu spędziliśmy będąc przyjaciółmi. Całe piętnaście lat.
Mam dla niego wyjątkowy prezent. Album z naszymi zdjęciami. Wtedy,  jak mieliśmy zaledwie po pięć, sześć lat. I z teraz. Nasze wspólne przeżycia uwiecznione na papierze. Wygłupy, smutki, nasze copiątkowe wieczorki filmowe, wspólne spacery, wesołe miasteczko i wiele, wiele więcej.
Wiem, że on dziś organizuje przyjęcie dla wszystkich naszych kumpli ze Studio: Francesci, Camili, Ludmiły, Nati, Diego, Brodway'a, Federico i Maxi'ego. I oczywiście dla mnie.
Pomimo tej imprezy, obiecaliśmy sobie, że jutro spędzimy dzień całkiem sami. Wiele osób mówi, że to nie jest zachowanie pary przyjaciół, a dwojga zakochanych ludzi. Może to tak wyglądać, ponieważ przez naszą długą znajomość wiemy o sobie wszystko. Mimo tego, nigdy nie poczułam do szatyna nic więcej. On do mnie też.

*Dom Leona, Leon*
Nie mogę uwierzyć, że już za kilka godzin będę pełnoletni. Szykuje się na prawdę dobra impreza, ponieważ wszyscy - po za Violettą i Nati - mają już po osiemnaście lat. One będą musiały pilnować, czy wszystko jest z nami w porządku. Ktoś musi być trzeźwy, a nie będę to ja.
Pomimo tego  i tak nie mogę się doczekać jutra. spędzę cały dzień w towarzystwie mojej najlepszej przyjaciółki.
Rozmyślając, poczułem, jak ktoś mnie przytula. Wiedziałem, że to ona:
- Cześć Violu, jak zwykle jesteś za wcześnie, a ja cenię sobie punktualność.
- Wiem - przerwała. - Leon, mam dla ciebie prezent, ale obiecaj, że otworzysz go jutro, gdy będzie nasz dzień.
- Dobrze, nie ma problemu.
Zeszliśmy na dół, w celu przygotowania wszystkiego na przyjęcie gości. Teraz zobaczyłem jak ona pięknie wygląda, jak zawsze. Jest ubrana w miętową sukienkę, sięgającą jej do kolan, z czarnym paskiem w talii, a do tego niebotycznie wysokie buty.
- Jak ty możesz w tym chodzić?
- Normalnie, gorzej jakby mnie ktoś gonił.
- Powiadasz - wtedy do głowy wpadł mi szatański pomysł.
Podbiegłem do Violetty nim się zorientowała, leżała na kanapie, a ja ją łaskotałem.
- Hahaha.... Leon przestań!
- Nie, w końcu dziś są moje urodziny i mogę robić co chcę.
- Ale ja jako twoja najlepsza przyjaciółka mogę mieć dość, a ty grzecznie mnie puścisz.
Zrobiła swoją uroczą minkę i ja, jak to ja, puściłem ją. Nigdy nie umiałem się powstrzymać, gdy tak na mnie patrzy.

*Godzinę później, Violetta*
Wszyscy się już zeszli, natomiast rodzice Leona już wychodzą.
Jubilat siedzi w pokoju i szykuje się do zabawy, a ja żegnam jego rodziców.
- Do widzenia Violetto. Mam nadzieję, że dzięki tobie ten dom będzie jeszcze jutro stał - powiedziała mama Leona.
- Tak będzie pani Verdas. Miłej podróży.
- Dziękuję.
Od razu po przekroczeniu progu rozbrzmiała głośna muzyka puszczona przez naszego DJ'a - Maxi'ego. Uwielbia to, a my nie musimy płacić.
Puścił muzykę - prawie że ślubną - na co ze schodów schodził Leon. I on, jak to on musiał coś wywinąć. Chciał mieć wielkie wejście, więc postanowił zjechać po poręczy. Nie przewidział przeszkód w postaci ozdób urodzinowych i spadł na podłogę. Wtedy z salonu dobiegły krzyki Fede:
- Jak my mamy z tobą pić, jak już jesteś pijany, nawet po poręczy nie umiesz zjechać.
Leoń, nim się podniósł zaczął przedrzeźniać Fede, a ja korzystając z okazji zrobiłam mu zdjęcie. aparat będę miała przez cały wieczór, dzięki temu będą nowe zdjęcia do albumu.

*Półtorej godziny później*
Wiedziałam, wiedziałam, że to nie może się skończyć dobrze. Impreza trwa zaledwie dwie i pół godziny, a chłopaki są już tak pijani, że nie rozumieją, co się dzieje. Dzięki temu mogłam zrobić Leonowi kilka... Dobra, kilkanaście fotek, dość żenujących. Teraz będę chciała mu zrobić następną. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Widzisz tę panienkę - wskazałam na stojącą w kącie lampę. - Mówiła, że chce ci złożyć życzenia.
- Aha, już do niej idę.
Zrobił to, a ja pobiegłam, by ją wyłączyć, jeszcze się chłopak poparzy.
- Mała, jesteś taka gorąca - powiedział dotykając żarówki. - Ale trochę małomówna. Nie krępuj się, bo noc jeszcze młoda.
Ja szybko zrobiłam zdjęcie i odciągnęłam go od tej "interesującej konwersacji".
Wróciliśmy do salonu, gdzie Diego trzymał pusta butelkę po czerwonym winie. Wiedziałam co to oznacza.
Usiedliśmy w kółku i zaczęliśmy grać w butelkę. Pierwszy kręcił Leon, ku nieszczęściu wypadło na Fran.
- OK, więc musisz, musisz, musisz pójść do kuchni, wziąć musztardę i dorysować sobie kocie wąsy, a potem zrobić selfie i wrzucić je na Facebook'a.
- To ja wybieram pytanie - odezwała się Fran. Leonowi zrzedła mina gdy to usłyszał. Jednak pod naciskiem grupy wykonała zadanie. Teraz była jej kolej. Zakręciła, a ja pobladłam.
- Leon, masz przerąbane - stwierdziłam, gdy butelka wskazała na niego.
- Masz pójść na górę, ubrać kąpielówki i znieść jakąś miskę. A my w tym czasie przygotujemy ci dużo lodu i zimnej wody, bo twoim zadaniem jest wysiedzieć w tej misce piętnaście minut.
Mojemu przyjacielowi zrzedła mina, ale podniósł się dumnie, a w każdym razie na tyle, na ile pozwalały mu procenty we krwi.
Gdy wrócił, Francesca wsypała do miski półkilogramowy woreczek lodu i zalała go zimną wodą.
Leon z męską odwagą usiadł do miednicy i siedział. Nie wiem czym było to spowodowane, ale minę miał "cudowną". Gdy odczekał to piętnaście minut wyszedł, a ja szybko zrobiłam zdjęcie.
Gra w butelkę zdawała się nie mieć końca, ale ja i Nati zarządziłyśmy, po trzykrotnej wizycie sąsiadów, że pora iść spać.
Jutro czeka mnie niesamowity dzień, o ile Leon będzie w stanie cokolwiek zrobić.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To tyle jak na pierwszy rozdział.
Następny już wkrótce,
Vicky i Zuzia