*Violetta*
- Leon, nie! - krzyknęłam, ale było już za późno. Chłopak wziął owoce z naszego koszyka.
Nagle wszystkie banany wzbiły się w powietrza, a później wszystkie razem spadać. Niestety złapał tylko dwa, a ostatni uderzył go w głowę.
- Leon, nic ci się nie stało?
- Nie, ale głowa boli mnie jeszcze bardziej.
- Może ekspertem to ja nie jestem, ale mam pewność, że kaca to tak się nie leczy.
- Facet wie lepiej.
- Aha i ta twoja duma, która nie pozwalała ci się przyznać, że jednak nie umiesz żonglować.
- Właśnie tak.
- Ojej, zapomniałam, że twoja męska duma leży na naszym boisku szkolnym.
- To było dawno i nie prawda.
- Aha, zdjęcia mówią same za siebie - powiedziałam wskazując na dwie kolejne fotografie, które przedstawiały nas na boisku do kosza. Na jednej graliśmy uśmiechnięci, a na drugiej Leon siedział załamany na ziemi.
- Violetta, gramy do pięciu punktów przewagi? - spytał Leon.
- Pewnie, tylko nie dawaj mi forów, proszę.
- Jasna sprawa.
Graliśmy przez dziesięć minut i tak się złożyło, że wygrałam.
- Chcę rewanżu.
- A co, duma urażona?
- Troszkę - powiedział słodko.
Znów zaczęliśmy grać, ale poszło jeszcze szybciej niż za pierwszym razem. Znów wygrałam.
- NIE! Ja się tak nie bawię! Ty oszukujesz!
- Aha, oczywiście. Leoś, twoja męska duma gdzie?
- Leży tam, pod koszem.
Wskazał na boisko, a ja się zaśmiałam.
Leon był tak zdeterminowany, że w sumie zagraliśmy jeszcze cztery razy.
Podliczając, odegraliśmy sześć meczy i uwaga, ostatni wygrał.
- Oj, Leoś. Pokonała cię rok młodsza przyjaciółka.
- Stare dobre czasy, jeszcze byłaś piękna i młoda - przedrzeźniał się ze mną Leon.
- Teraz jestem piękniejsza, a to nie zmienia faktu, że przegrałeś i już nigdy nie chciałeś się rewanżować.
-Chciałem. Tylko uznałem, że ty nie masz tyle siły i umiejętności by mnie pokonać- zaczął się odgrywać.
-Może wkrótce to powtórzymy.Oglądamy dalej, czy idziemy do domu wyglądasz na zmęczonego-zapytałam.
-Nie. Obiecałem i słowa dotrzymam. Sama wiesz...
-No tak, twoja męska duma- rzekłam i zaczęłam się śmiać, a on razem ze mną.
-Spójrz na te:
Stara, lekko zniszczona fotografia. Na niej Leon i Tamara, a z tyłu ja.
-Kto to i kiedy to było?- zapytał.
-Nie pamiętasz?
-Właśnie nie-odrzekł.
-To zdjęcie zrobili rodzice Tamary, to ta dziewczynka- rzekłam i wskazałam na nią palcem- Chodziłeś z nią do trzeciej klasy. W szkole był bal przebierańców, a Wy zostaliście królem i królową balu i musieliście razem zatańczyć i tym samy otworzyć bal, pierwszym tańcem.
-A ty siedziałaś sama, dlaczego.
-Nikt ze mną nie zatańczył- odrzekłam sucho.
-Ojeju, czyżby natrafił na czuły punkt Twojej dumy- zaczął chichotać Leon,
-Wcale nie. To był głupi bal, a ja byłam w drugiej klasie. Nawet nie wiedziałam co to znaczy być singlem i nie mieć pary na bal. Z resztą to nie był mój najgorszy dzień życia, tylko Twój.
-A niby dlaczego? Zobacz z jaką fajną laską... znaczy dziewczynką zatańczyłem, a nie jak Ty podpierałem ściany.
-Tak tylko nie ja wylądowałam twarzą w tyłku Twojej wychowawczyni- rzekłam.
-Hahaha. Jakoś sobie tego nie przypominam- odrzekł triumfalnie.
-Nie musisz pamiętać, haha. Mam dowody- powiedziałam i pokazałam mu te "spektakularne" zdjęcie.
Wyjął je z albumu i z chowaj do kieszeni.
-Ej?!- krzyknęłam- to pamiątka.
-Wcale, że nie...- odrzekł i zamilkł.
Po krótkiej chwili zaburczało mi cicho w brzuchu, więc rzekłam:
- Leon, może teraz coś zjemy, wiesz, oglądanie zdjęć jest takie męczące!
- Masz rację, teraz zobaczymy co ty tam na pichciłaś.
- A jak bardzo kochasz moje tortrille na zimno?
- Ubóstwiam je.
- Aha, a jak bardzo kochasz moje strucle z jabłkami, cynamonem i bitą śmietaną domowej roboty?
Widziałam, jak w jego oczy wstępują wesołe ogniki szczęścia.
- Jestem niesamowitym szczęściarzem.
- To prawda - zatrzepotałam rzęsami z fałszywą skromnością.
- Oh, coż za skromność.
Spróbował jedzenia i od razu się uśmiechnął.
- Robione przez ciebie? Prawda?
- Oczywiście, że tak.
- Przepyszne.
- To, akurat rozumie się samo przez się.
-To co Violu? Oglądamy dalej?
-Jasne! Spójrz na to...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto czwarty rozdział w naszej historii i kolejne wspomnienia Leona i Vils.
Mamy nadzieję, że Wam się spodoba :*
Nie zapomnijcie skomentować i udostępnić tego posta na Google +, dając nam plusika.
Vicky:) i Zuzia ^^
- Leon, nie! - krzyknęłam, ale było już za późno. Chłopak wziął owoce z naszego koszyka.
Nagle wszystkie banany wzbiły się w powietrza, a później wszystkie razem spadać. Niestety złapał tylko dwa, a ostatni uderzył go w głowę.
- Leon, nic ci się nie stało?
- Nie, ale głowa boli mnie jeszcze bardziej.
- Może ekspertem to ja nie jestem, ale mam pewność, że kaca to tak się nie leczy.
- Facet wie lepiej.
- Aha i ta twoja duma, która nie pozwalała ci się przyznać, że jednak nie umiesz żonglować.
- Właśnie tak.
- Ojej, zapomniałam, że twoja męska duma leży na naszym boisku szkolnym.
- To było dawno i nie prawda.
- Aha, zdjęcia mówią same za siebie - powiedziałam wskazując na dwie kolejne fotografie, które przedstawiały nas na boisku do kosza. Na jednej graliśmy uśmiechnięci, a na drugiej Leon siedział załamany na ziemi.
- Violetta, gramy do pięciu punktów przewagi? - spytał Leon.
- Pewnie, tylko nie dawaj mi forów, proszę.
- Jasna sprawa.
Graliśmy przez dziesięć minut i tak się złożyło, że wygrałam.
- Chcę rewanżu.
- A co, duma urażona?
- Troszkę - powiedział słodko.
Znów zaczęliśmy grać, ale poszło jeszcze szybciej niż za pierwszym razem. Znów wygrałam.
- NIE! Ja się tak nie bawię! Ty oszukujesz!
- Aha, oczywiście. Leoś, twoja męska duma gdzie?
- Leży tam, pod koszem.
Wskazał na boisko, a ja się zaśmiałam.
Leon był tak zdeterminowany, że w sumie zagraliśmy jeszcze cztery razy.
Podliczając, odegraliśmy sześć meczy i uwaga, ostatni wygrał.
- Oj, Leoś. Pokonała cię rok młodsza przyjaciółka.
- Stare dobre czasy, jeszcze byłaś piękna i młoda - przedrzeźniał się ze mną Leon.
- Teraz jestem piękniejsza, a to nie zmienia faktu, że przegrałeś i już nigdy nie chciałeś się rewanżować.
-Chciałem. Tylko uznałem, że ty nie masz tyle siły i umiejętności by mnie pokonać- zaczął się odgrywać.
-Może wkrótce to powtórzymy.Oglądamy dalej, czy idziemy do domu wyglądasz na zmęczonego-zapytałam.
-Nie. Obiecałem i słowa dotrzymam. Sama wiesz...
-No tak, twoja męska duma- rzekłam i zaczęłam się śmiać, a on razem ze mną.
-Spójrz na te:
Stara, lekko zniszczona fotografia. Na niej Leon i Tamara, a z tyłu ja.
-Kto to i kiedy to było?- zapytał.
-Nie pamiętasz?
-Właśnie nie-odrzekł.
-To zdjęcie zrobili rodzice Tamary, to ta dziewczynka- rzekłam i wskazałam na nią palcem- Chodziłeś z nią do trzeciej klasy. W szkole był bal przebierańców, a Wy zostaliście królem i królową balu i musieliście razem zatańczyć i tym samy otworzyć bal, pierwszym tańcem.
-A ty siedziałaś sama, dlaczego.
-Nikt ze mną nie zatańczył- odrzekłam sucho.
-Ojeju, czyżby natrafił na czuły punkt Twojej dumy- zaczął chichotać Leon,
-Wcale nie. To był głupi bal, a ja byłam w drugiej klasie. Nawet nie wiedziałam co to znaczy być singlem i nie mieć pary na bal. Z resztą to nie był mój najgorszy dzień życia, tylko Twój.
-A niby dlaczego? Zobacz z jaką fajną laską... znaczy dziewczynką zatańczyłem, a nie jak Ty podpierałem ściany.
-Tak tylko nie ja wylądowałam twarzą w tyłku Twojej wychowawczyni- rzekłam.
-Hahaha. Jakoś sobie tego nie przypominam- odrzekł triumfalnie.
-Nie musisz pamiętać, haha. Mam dowody- powiedziałam i pokazałam mu te "spektakularne" zdjęcie.
Wyjął je z albumu i z chowaj do kieszeni.
-Ej?!- krzyknęłam- to pamiątka.
-Wcale, że nie...- odrzekł i zamilkł.
Po krótkiej chwili zaburczało mi cicho w brzuchu, więc rzekłam:
- Leon, może teraz coś zjemy, wiesz, oglądanie zdjęć jest takie męczące!
- Masz rację, teraz zobaczymy co ty tam na pichciłaś.
- A jak bardzo kochasz moje tortrille na zimno?
- Ubóstwiam je.
- Aha, a jak bardzo kochasz moje strucle z jabłkami, cynamonem i bitą śmietaną domowej roboty?
Widziałam, jak w jego oczy wstępują wesołe ogniki szczęścia.
- Jestem niesamowitym szczęściarzem.
- To prawda - zatrzepotałam rzęsami z fałszywą skromnością.
- Oh, coż za skromność.
Spróbował jedzenia i od razu się uśmiechnął.
- Robione przez ciebie? Prawda?
- Oczywiście, że tak.
- Przepyszne.
- To, akurat rozumie się samo przez się.
-To co Violu? Oglądamy dalej?
-Jasne! Spójrz na to...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto czwarty rozdział w naszej historii i kolejne wspomnienia Leona i Vils.
Mamy nadzieję, że Wam się spodoba :*
Nie zapomnijcie skomentować i udostępnić tego posta na Google +, dając nam plusika.
Vicky:) i Zuzia ^^