czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 4

 *Violetta*
- Leon, nie! - krzyknęłam, ale było już za późno. Chłopak wziął owoce z naszego koszyka.
Nagle wszystkie banany wzbiły się w powietrza, a później wszystkie razem spadać. Niestety złapał tylko dwa, a ostatni uderzył go w głowę.
- Leon, nic ci się nie stało?
- Nie, ale głowa boli mnie jeszcze bardziej.
- Może ekspertem to ja nie jestem, ale mam pewność, że kaca to tak się nie leczy.
- Facet wie lepiej.
- Aha i ta twoja duma, która nie pozwalała ci się przyznać, że jednak nie umiesz żonglować.
- Właśnie tak.
- Ojej, zapomniałam, że twoja męska duma leży na naszym boisku szkolnym.
- To było dawno i nie prawda.
- Aha, zdjęcia mówią same za siebie - powiedziałam wskazując na dwie kolejne fotografie, które przedstawiały nas na boisku do kosza. Na jednej graliśmy uśmiechnięci, a na drugiej Leon siedział załamany na ziemi.
- Violetta, gramy do pięciu punktów przewagi? - spytał Leon.
- Pewnie, tylko nie dawaj mi forów, proszę.
- Jasna sprawa.
Graliśmy przez dziesięć minut i tak się złożyło, że wygrałam.
- Chcę rewanżu. 
- A co, duma urażona?
- Troszkę - powiedział słodko.
Znów zaczęliśmy grać, ale poszło jeszcze szybciej niż za pierwszym razem. Znów wygrałam.
- NIE! Ja się tak nie bawię! Ty oszukujesz!
- Aha, oczywiście. Leoś, twoja męska duma gdzie?
- Leży tam, pod koszem.
Wskazał na boisko, a ja się zaśmiałam.
Leon był tak zdeterminowany, że w sumie zagraliśmy jeszcze cztery razy. 
Podliczając, odegraliśmy sześć meczy i uwaga, ostatni wygrał.
- Oj, Leoś. Pokonała cię rok młodsza przyjaciółka. 
- Stare dobre czasy, jeszcze byłaś piękna i młoda - przedrzeźniał się ze mną Leon.
- Teraz jestem piękniejsza, a to nie zmienia faktu, że przegrałeś i już nigdy nie chciałeś się rewanżować.
-Chciałem. Tylko uznałem, że ty nie masz tyle siły i umiejętności by mnie pokonać- zaczął się odgrywać.
-Może wkrótce to powtórzymy.Oglądamy dalej, czy idziemy do domu wyglądasz na zmęczonego-zapytałam.
-Nie. Obiecałem i słowa dotrzymam. Sama wiesz...
-No tak, twoja męska duma- rzekłam i zaczęłam się śmiać, a on razem ze mną.
-Spójrz na te:
Stara, lekko zniszczona fotografia. Na niej Leon i Tamara, a z tyłu ja.
-Kto to i kiedy to było?- zapytał.
-Nie pamiętasz?
-Właśnie nie-odrzekł.
-To zdjęcie zrobili rodzice Tamary, to ta dziewczynka- rzekłam i wskazałam na nią palcem- Chodziłeś z nią do trzeciej klasy. W szkole był bal przebierańców, a Wy zostaliście królem i królową balu i musieliście razem zatańczyć i tym samy otworzyć bal, pierwszym tańcem.
-A ty siedziałaś sama, dlaczego.
-Nikt ze mną nie zatańczył- odrzekłam sucho.
-Ojeju, czyżby natrafił na czuły punkt Twojej dumy- zaczął chichotać Leon,
-Wcale nie. To był głupi bal, a ja byłam w drugiej klasie. Nawet nie wiedziałam co to znaczy być singlem i nie mieć pary na bal. Z resztą to nie był mój najgorszy dzień życia, tylko Twój.
-A niby dlaczego? Zobacz z jaką fajną laską... znaczy dziewczynką zatańczyłem, a nie jak Ty podpierałem ściany.
-Tak tylko nie ja wylądowałam twarzą w tyłku Twojej wychowawczyni- rzekłam.
-Hahaha. Jakoś sobie tego nie przypominam- odrzekł triumfalnie.
-Nie musisz pamiętać, haha. Mam dowody- powiedziałam i pokazałam mu te "spektakularne" zdjęcie.
Wyjął je z albumu i z chowaj do kieszeni.
-Ej?!- krzyknęłam- to pamiątka.
-Wcale, że nie...- odrzekł i zamilkł.
Po krótkiej chwili zaburczało mi cicho w brzuchu, więc rzekłam:
- Leon, może teraz coś zjemy, wiesz, oglądanie zdjęć jest takie męczące!
- Masz rację, teraz zobaczymy co ty tam na pichciłaś.
- A jak bardzo kochasz moje tortrille na zimno?
- Ubóstwiam je.
- Aha, a jak bardzo kochasz moje strucle z jabłkami, cynamonem i bitą śmietaną domowej roboty?
Widziałam, jak w jego oczy wstępują wesołe ogniki szczęścia.
- Jestem niesamowitym szczęściarzem.
- To prawda - zatrzepotałam rzęsami z fałszywą skromnością.
- Oh, coż za skromność.
Spróbował jedzenia i od razu się uśmiechnął.
- Robione przez ciebie? Prawda?
- Oczywiście, że tak.
- Przepyszne.
- To, akurat rozumie się samo przez się.
-To co Violu? Oglądamy dalej?
-Jasne! Spójrz na to...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto czwarty rozdział w naszej historii i kolejne wspomnienia Leona i Vils.
Mamy nadzieję, że Wam się spodoba :*
Nie zapomnijcie skomentować i udostępnić tego posta na Google +, dając nam plusika.
Vicky:) i Zuzia ^^

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 3


*Violetta*
Leon przyglądał się zdjęciu, które trzymałam w ręku.
- Co je robiłem z tą lampą?
- Yyyyy... To chyba troszeczkę moja wina, bo byłeś trochę mocno pijany i cię podpuściłam, że to dziewczyna. Poszedłeś do niej, pomacałeś żarówkę, którą dzięki Bogu wcześniej wyłączyłam i powiedziałeś - tu zrobiłam dramatyczną pauzę. - Cytując: "Mała, jesteś taka gorąca."
- Nie, nie - schował głowę w ręce.
- Nie wierzysz, że byłeś tak pijany? - spytałam go ze śmiechem?
- Nie, nie wierzę, że ty jesteś taka podstępna!
Po tych słowach rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.
- Le... Hahaha... Leon.... Pros... Proszę, prze - zaczęłam kaszleć z powodu braku powietrza, a on momentalnie się odsunął.
- Jeju, Violetta, ŻYJ! PROSZĘ ŻYJ!!! - krzyczał.
- Leon, co jest?
- Przypomniała mi się pewna sytuacja, w któ... - nie dane mu było dokończyć, ponieważ mu przerwałam.
- Niech zgadnę, ta - wskazałam na trzecie zdjęcie z albumu.
Widniała na nim ośmioletnia dziewczynka, leżąca w szpitalu, a obok niej siedziała jej mama i smutny, dziewięcioletni chłopczyk.

*Leon*
Gdy zobaczyłem to zdjęcie, w moich oczach zebrały się łzy.
- Leon, nic mi się nie stało.
Nie powinienem był jej teraz tak łaskotać. Patrzyłem na wydruk z albumu i przypomniałem sobie tą sytuację.
- Violu - krzyknąłem za przyjaciółką. - Chodź do mnie.
- Nie, bo będziesz mnie łaskotać, a ja tego nie lubię! - tupała nogą o ziemię i słodko marszczyła nosek.
Podbiegłem do niej, nim zdążyła uciec, byliśmy już na kanapie. Zacząłem ją łaskotać. Bardzo prosiła bym przestał, ale myślałem, że ona bawi się tak świetnie jak ja. Niestety tak nie było. Moja przyjaciółka zaczęła strasznie kaszleć, a ja się wystraszyłem. Pobiegłem do mamy Violetty i zawołałem ją. Gdy wróciliśmy do salonu Viola z trudem łapała oddech. Jej mama szybko zabrała ją do samochodu, a ja pobiegłem za nimi. 
Weszliśmy żwawo do szpitala, a lekarz szybko zabrał dziewczynkę na badania. 
Czekaliśmy pół godziny. Po tym okresie pozwolono nam wejść do jej sali. Gdy zobaczyłem moją przyjaciółkę, bladą i osłabioną zacząłem płakać. To był szok dla małego chłopca.
- Leon, spokojnie - powiedziała delikatnym głosem siedemnastolatka.
- Wiesz, jak się bałem?
- Leon, przepraszam, ale wiesz, wtedy po prostu szykowała się choroba.
- Nie prawda, miałaś, przepraszam, masz problem z płucami moja kochana.
- Już nie długo. Wiesz o tym - powiedziała smutno.
- Hej, nie zadręczajmy się tym dzisiaj.
Przytuliłem ją do siebie. Jak cudownie jest mieć ją blisko. - ta myśl pojawia się nieproszona w mojej głowie.

*Violetta*

Leon, to najlepszy przyjaciel. Jest po prostu cudowny. Uwielbiam być w jego ramionach. Czuję się w nich dobrze - jak u przyjaciela.
Odgoniłam od siebie myśli i się zaśmiałam patrząc na kolejną fotkę.
- Z czego się śmiejesz? Hę? - podniósł brew do góry.
- Z tej sytuacji.
Na zdjęciu widać mnie, gdy miałam sześć lat i siedmioletniego szatyna. Siedzimy na kocu w ogródku chłopaka, pochylając się nad zabitym przeze mnie pająkiem.
- Tęsknisz czasem do Pana Pająka, co?
- Ty go zabiłaś! Pan Pająk ma grób w moim ogródku.
Pamiętam, że akurat był grill u Leona. Siedzieliśmy na kocu i coś tam rysowaliśmy.
- Miałem ci coś pokazać! - krzyknął zrywając się z koca.
- Aha.
Leon pobiegł do domu i po chwili wrócił z małym zielonym pudełkiem.
- Co to?
- Poznaj Pana Pająka - powiedział i otworzył wieczko.
Na koc natychmiast wyszedł mały, czarny pająk.
- Aaaaaa.... Leon, zabierz go!!!
Zaczęłam skakać po kocu i niechcący skoczyłam na Pana Pająka.
- Nie, zabiłaś go.
Z oczu chłopaka poleciały łzy. Szybko go przytuliłam. 
- Przepraszam... - szepnęłam.
- Nic się nie stało, złapię sobie nowego i go nazwę Pan Pająk Drugi.
- Cóż, imiona nadałeś cudowne.
- No wiem.
Następne zdjęcie przedstawiało mnie ze złą miną i Leona z równie wściekłą pozą. To zdjęcie zostało zrobione w dniu urodzin jego mamy, nie chciałam robić sobie wtedy z nim zdjęcia. Jednakże bardzo lubię panią Verdas i to były to jej urodziny, zgodziłam się na jedną zdjęcie. Byliśmy wtedy bardzo na siebie źli, w tym dniu odbyła się nasza pierwsza kłótnia. Teraz może wydawać się głupia i śmieszna, ale wtedy czułam się jakby grom spadła z nieba i trafił prosto w moje serce. Ten dzień zaliczam do jednego z najgorszych. Powód naszej kłótni nie był jakoś szczególnie ważny czy trudny. Pokłóciliśmy się o to kto jest większym fanem naszej ulubionej kreskówki Toma i Jerrego, mieliśmy wtedy po 7 i 8 lat no co?  Oczywiście kłótnia nie była potrzebna, od razu wiadomo, że to ja byłam największą fanką Toma i Jerrego, w sumie to tylko Jerrego. Toma za specjalnie nie lubiłam, był wrednym kotem. Jak już kiedyś będę musiała być starą panną to na pewno nie z dziesięcioma kotami tylko psami lub myszami. Myszki są takie słodkie. Wracając to fotografii, ja była sto razy większą fanką Toma i Jerrego niż Leon. To ja miałam wszystkie odcinki zgrane na kasety nie on i to ja miała zdjęcie z facetem, który nosił kostium Jerrego i podobne z Tomem.
- Nasza pierwsza kłótnia - rzekł Leon.
- Tak. Ten dzień należał do najgorszych w moim życiu i nie wiem czy to dlatego,że się pokłóciliśmy czy dlatego, że pokłóciliśmy się o to ,że  ja miałam rację - odrzekłam.
- Nawet nie żartuj, ja byłem większym fanem Toma i Jerrego. Moja mama zawsze mi mówiła, że jestem podobny do Toma.
- Moja mi mówiła, że jestem jak Jerry. Wiesz, że wiem dlaczego swojej mamie przypominałeś Toma- zaczęłam - bo jesteś leniwy, nie masz sprytu i jesteś niezdarny.
- Ja jestem niezdarny? Niby dlaczego tak uważasz? - spytał.
- A dlatego - powiedziałam i podałam mu zdjęcie.
- To akurat był jednorazowy przypadek i tak jakoś wyszło – tłumaczył się.
- Ha! Tylko winni się tłumaczą, to nie był przypadek.
- Był! Dobrze wiesz, że nigdy bym czegoś takiego nie zrobił!
- Ah, tak? - spytałam podejrzliwie.
Leon wziął ode mnie zdjęcie i zaczął się dokładnie przyglądać.
Widniała na nim jego sylwetka i potłuczony ulubiony zestaw talerzy mojej mamy. Bardzo dobrze pamiętam to historię.
- Założę się, że nie potrafisz żonglować - rzekł 11 letni Leon.
- Dobrze wiesz, że umiem - odpowiedziałam i chwyciłam 3 mandarynki zaczęłam żonglować. Jako, że tata mnie tego uczył nie było to dla mnie specjalnie trudne.
- Ha też mi coś. Podrzucanie czegoś owalnego nie jest trudne, a umiałabyś czymś innym. Na przykład talerzem?
- No co ty, to bardzo trudne. Ciekawe czy ty byś potrafił? - zapytałam.
- Jasne, że tak! Jestem mistrzem żonglerki i potrafię żonglować wszystkim. Udowodnię to- zapowiedział.
Wyjął z szafy 3 talerze z porcelanowej zestaw mojej mamy. Wziął pierwsze trzy talerze i podrzucił je do góry. Oczywiście dwa z nich spadły. Zareagował na to zwykłym "nic nie szkodzi" i wziął kolejne dwa. Podrzucił i to samo. W końcu skończyło się tym, że z dwudziestu czterech pięknych talerzy został tylko jeden. Moja mama wróciła do domu i zobaczyła stos potłuczonych talerzy i Leona, który trzymał ostatni cały talerz. Leon z przerażające miny mojej mamy upuścił ten talerz. 
Długo się tego tłumaczył.
- Mówiłam Ci, że żonglowanie talerzami jest za trudne, zwłaszcza, że w ogóle się nie umie żonglować!
- Ja umiem żonglować! Udowodnię to - rzekł i chwycił 3 banany z naszego koszyka.
- Leon, nie! - krzyknęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto nasz kolejny rozdział! Wydaję mi się, że trzeci, ale kto to by liczył :D 
Mamy nadzieję, że się Wam spodoba :*
Nie zapomnijcie zostawić komentarza i udostępnić tego posta na Google+ dając nam plusika =)
Buziaki :*
Zuzia i Vicky