sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 6

*Leon*
Nie mogę uwierzyć! Jak ona mogła takie coś powiedzieć? Byliśmy przyjaciółmi od, od... Prawie od zawsze.Wiem, że coś się mogło między nami popsuć, zmienić, w końcu oboje dorastamy, ale bez przesady. Wiem, że być może miał na to wpływ nasz wczorajszy pocałunek, to znaczy prawie pocałunek. Ale nic nie mogłem na to poradzić, podoba mi się. Tak, w końcu przyznałem przed samym sobą, że ona mi się podoba, a to co dla mnie robi, utwierdza mnie w przekonaniu, że jej także na mnie zależy. Może to przyjaźń, ale ja co raz mniej utrzymuję się w przekonaniu, że przyjaźń damsko - męska na prawdę istnieje. Prędzej czy później zamieni się w miłość. W zasadzie, przyjaźń, to już jakiś stopień miłości, a w relacji przyjaciel - przyjaciółka z każdą chwilą się pogłębia. W związku z tym dochodzi do wyznania uczucia przez jedną ze stron. Wcześniej lub później, ale wydaję mi się, że zawsze musi do tego dojść. W takiej sytuacji, albo będzie się miało szczęście, co z kolei wiąże się z założeniem szczęśliwego związku. Natomiast, jeśli będzie się miało pecha, można stracić szansę na miłość, jednocześnie tracąc i ukochaną, i najlepszą przyjaciółkę.
Zastanawia mnie tylko, czemu Violetta tak strasznie próbuje mnie zranić. Czym na to zasłużyłem?
Przecież, skoro wieloletnia przyjaźń pogłębia miłość, to ona też coś do mnie czuje, ale może, może....
Może boi się tego uczucia? Nie! Nic nie może usprawiedliwiać tego, co mi zrobiła.

*Violetta*
Jestem rozdarta. Na prawdę nie wiem co mam zrobić. Leon i Alex, Alex i Leon. Oboje są atrakcyjni, przystojni, z każdym z nich łączy mnie jakaś więź. Wiadomo, Leon, to mój najlepszy przyjaciel, a z Alexem znam się dopiero kilka lat, ale... Właśnie, zawsze jest jakieś "ale".
Leon, z nim łączy mnie wyjątkowo głębokie uczucie. ~ szybko zganiłam się za tę myśl. Przyjaźń, z zielonookim łączy mnie tylko i wyłącznie przyjaźń. Ale nie mogę zaprzeczyć, że coś do niego czuję, ta magia, która się pojawia, gdy jesteśmy razem, to jak na mnie patrzy, jak mnie przytula, tak z uczuciem, jego usta, które ostatnio chciały mnie pocałować, które ja chciałam pocałować... Stop!!!
Z kolei Alex, gdy tylko pojawił się w naszej klasie, coś do niego poczułam, nie wiem co, ale gdy dziś śpiewałam, dla niego, to było coś naprawdę niesamowitego.
- Przepraszam, że przerywam... - usłyszała głos Alexa. - Rozmyślania tak pięknej pani - po tych słowach na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. - Ale czy pójdziemy na spacer?
- Tak.
Wyszliśmy ze studia i udaliśmy się w stronę parku.
- Wiesz Violu bardzo mi się podobała ta piosenka. Nie wiem czy ją śpiewałaś dla mnie czy dla kogoś innego, ale ...
- Nie Alex! Nie ma żadnego "ale" ta piosenka była dla Ciebie- powiedziałam nie do końca pewnie,
- W takim razie bardzo mi miło i wiesz ja też chciałbym coś dla Ciebie zaśpiewać.
Usiedliśmy na ławce obok siebie. Po chwili Alex zaczął  śpiewać :

Nie jestem ptakiem, nie latam.
Nie namaluje obrazu,
Nie jestem poetą, twórcą,
Jestem po prostu sobą!

Z gwiazd nie potrafię nic czytać
I księżyca wciąż nie zniże
Nie jestem niebem, ni słońcem
Jestem sobą!

Lecz są rzeczy, które wiem
Chodź tutaj, pokażę ci!
W twoich oczach widzę, co możemy osiągnąć, 
Wyobraź sobie!

Możemy ubarwiać kolorami duszy
Możemy krzyczeć "Yeeeea!" 
Możemy latać, nie mając skrzydeł
Na słowach tej piosenki.
Kryjąc mnie w twym głosie...

Nie jestem pięknym zachodem słońca
Nic nie sprawi, że tak się stanie
Nie jestem księciem niebieskim
Jestem sobą!

Lecz są rzeczy, które wiem.
Chodź tutaj, pokażę ci!
W twoich oczach widzę, co możemy osiągnąć,
Wyobraź sobie!

Możemy barwic kolorami duszy
Możemy krzyczeć "Yeeeea!" 
Możemy latać, nie mając skrzydeł
Na słowach tej piosenki.
Kryjąc mnie w twym głosie...

To nie przeznaczenie
Ani szczęście, że przyszłaś do mnie...
Wyobraźmy sobie,
Że to magia przywiodła cię tu.

Możemy ubarwiać kolorami duszy.
Możemy krzyczeć "Yeeeea!" 
Możemy latać, nie mając skrzydeł
Na słowach tej piosenki.
Kryjąc mnie w twym głosie..


- Jejku! Dziękuję Alex, jesteś kochany.
- ma sprawy. To ja chciałbym Ci podziękować.
- Za co? - spytałam zdziwiona.
- Za to, że zgodziłaś się pójść ze mną na bal - odrzekł.
- Alex nie musisz, ja chciałam z Tobą iść z resztą nie miałam nawet pary na bal, więc idealnie się złożyło.
- Jak to, a Leon? Od zawsze chodziliście razem na bale, dlaczego teraz nie? Rozstaliście się?
- Co? My z Leonem nie byliśmy nigdy razem. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przy Leonie nie czuję się tak jak przy Tobie - wyznałam.
- To znaczy? - zapytał.
- Jak jesteś obok mnie to czuję się ważna, kochana i jedyna w swoim rodzaju - a przy Leonie, bezpieczna, chciana, piękna, idealna ~ syknęła na mnie moja podświadomość.
- Naprawdę? Bo wiesz ja się czuję dokładnie tak samo - rzekł z lekkim uśmiechem.
- Alex czy ja Ci się podobam? - zapytałam niepewnie.
- Oczywiście! Jesteś bardzo mądra, piękna i bardzo Cię lubię. Naprawdę - powiedział i przybliżył się do mnie.
- Jeśli chcesz możesz mnie pocałować - powiedziałam.
- Tak chcę - rzekł i przybliżył się do mnie.
Nasze twarze dzieliły milimetry, kiedy to nagle....


Proszę to rozdział 6 :D
Przepraszamy, że tak późno, ale tu wina spada na mnie (Vicky) ostatnio mam napięty grafik.
Oczywiście w wakacje postaramy się nadrobić stracony czas i pisać częściej. Uwierzcie na słowo. Jak historia się rozkręci to będziecie zdumieni  ile mamy wyobraźni <3

Jak myślicie co przerwie romantyczne chwilę Vilu i Alexa, a może to nie będzie coś, ale ktoś?
Dajcie znać jak Wam się podobał ten rozdział i co chcecie zobaczyć w następnym.
Czekamy na plusiki i komentarze, bo one nas bardzo motywują do kreatywnego pisania.

Zapraszam także na nasze główne blogi:
"Teraz wiem, że ziemia jest niebem~Leonetta" (Zuzi)
Miłość Leonetty  (Vicky ( Jakby co to inny blog niż ten, po prostu zbieg nazw :D ))

Buziaki <3 I Udanych Wakacji
Życzą:
Zuzia i Vicky
<3

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 5

*Violetta*
Siedzieliśmy wspólnie, oglądając następne zdjęcia,  kolejne i jeszcze inne. Razem wyszło ich równo trzysta trzydzieści osiem. Wraz z każdym obrazkiem, przywoływali co raz to więcej wspomnień.
W końcu zdjęcia w albumie się skończyły, jedzenie i picie zniknęło z koszyka. Leon wstał i się wyprostował. Wyciągnął lewo rękę i sprawdził zegarek. 
-Późno już, prawie 17:00- rzekł.
-Nie mów, że spędziłam z Tobą tak dużo czasu, hahaha zaraz chyba oszaleję- rzekłam i się uśmiechnęłam.
-Wiesz co Viola, ten dzień był lepszy od wczorajszego- stwierdził.
-Dlaczego? Wczoraj miałeś swoje oficjalne osiemnaste urodziny!
-Wiem, tylko wczoraj prawie w ogóle nie spędziłem z Tobą czasu, nie tyle co dziś. Chcę Ci podziękować za to co dla mnie zrobiłaś, za ten album, za to, że zawsze ze mną jesteś i wiem, że zawsze będziesz. Chcę Ci powiedzieć, że jesteś dla mnie bardzo ważna.
-Leon ty dla mnie też jesteś ważny i nie musisz dziękować za prezent za jakiś czas mi się odwdzięczysz. Pomożesz mi tu posprzątać?- zapytałam.
-Dla Ciebie wszystko!- odrzekł uśmiechnięty.
Posprzątaliśmy nasz piknik i udaliśmy się w stronę mojego domu, bo Leon uparł się by mnie odprowadzić.
Cały czas mam wrażenie, że się zmienił. Kiedyś popychał mnie w drodze do domu, wskakiwał na barana i się wygłupiaj. Jego życie osobiste też jakoś ucichło. Zero dziewczyn od bardzo dawna, czyżby miał jakoś sekretną dziewczynę albo był gejem! Chociaż nie to nie możliwe, przecież podrywał dziewczynę-lampę, więc to nie to.
Idziemy razem pod rękę, jakaś para się do nas uśmiechnęła. Dlaczego? To, że trzymamy się za ręce jak oni nie oznacza, że jesteśmy parą.
Czy możliwe, że Leon się we mnie kocha. Nie mogę w to uwierzyć! Leon mnie podrywa! To straszne!... Zaraz co?! Zawsze się w nim kochałam, ale nie chcę stracić najlepszego przyjaciel. Jeśli nam nie wyjdzie, to starce obu i chłopaka i przyjaciela. Dobrze jest jak jest. Tylko czy Leon myśli tak samo?
Po kilku minutach ciszy doszliśmy do mojego domu.
-Dzięki, że mnie odprowadziłeś- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Lubię Cię taką, nawet bardzo- powiedział.
-Jaką?
-Taką uśmiechniętą i radosną. Różnisz się od innych dziewczyn i dlatego chcę byś była...
-Twoją najlepszą przyjaciółką do końca świat- dokończyłam za niego- nie martw się ja nią będę bez względu na wszystko. Jeszcze raz dzięki!
On spojrzał na mnie smutno i przygnębiającą. Za pewne chciał powiedzieć coś innego, ale nie mogę pozwolić sobie na stratę Leona. Po prostu nie mogę!
-Jeszcze raz Sto Lat! Nie przesadzają z tą wolnością osiemnastolatków- powiedziałam i przysunęłam się do Niego. Przytuliłam go, a on mnie czule objął. Nie tak jak się obejmuję przyjaciółki. Odsunęłam się odruchowo od Niego i pomachałam ręką. Szybko się odwróciłam i przez przypadek potknęłam się o kamienie i ...
Leon mnie złapał. Spojrzałam mu głęboko w jego zielone oczy. On spojrzał na moje usta, nagle zbliżył swoją twarz do mojej, zamknął oczy i wysunął usta. On chcę mnie pocałować?!
W sumie też tego chcę! Wysunęłam usta w jego stronę...
Nie! Nie mogę się całować z najlepszym przyjacielem! Nigdy nam tego nie zrobię. Nasze twarze dzieliły milimetry już czułam jego oddech na moich ustach...
Szybko obróciłam głowę i dał mi soczystego buziaka w policzek, nie wiem czy tego chciał. Pewnie nie, ale cóż...
Chyba czuł się zakłopotany więc powiedziałam szybko:
-Dzięki! Cześć!
I uciekłam w stronę domu.
Podobam się swojemu najlepszemu przyjacielowi. Co ma robić?
Śmiać się czy płakać?
Chyba płakać, czemu mu nie pozwoliłam się pocałować? Ja też go kocham i to od bardzo dawna. Być może bylibyśmy już parą. Chcę tego pocałunku. Jak nikt inni, jaka ja byłam głupia!
Resztę dnia i noc spędziłam na rozmyślaniu co by było gdyby pocałowała się z Leonem.

- Poniedziałek, szkoła - 
- Dzieci, z końca semestru, w szkole odbędzie się bal. Jego tematyka to wieczorowy bal maskowy, dlatego, panowie, garnitury, panie długie suknie i  oczywiście, wszyscy obowiązkowo maski - powiedziała Angie 
Po ustaleniu wszystkich szczegółów dotyczących balu, wróciliśmy do lekcji.
Niestety nie mogłam się skupić, ponieważ po głowie wciąż chodził mi mój pocałunek z Leonem. Stop! Myśmy się nie całowali. Ale było tak blisko. Obróciłam głowę w lewo, gdzie siedział mój przyjaciel, wraz ze swoim kolegą ~ Alexem. Muszę przyznać, że są bardzo przystojni, obydwaj. Ale co by nie było, to zielonooki wygrywa wszelką walkę na temat wyglądu. Jak by na to nie patrzeć, to grecki Adonis, ale Alex ma coś w sobie. 
- Violetto - moje rozmyślania przerwała nauczycielka. - Violetto, trzy razy wołałam cię do zagrania piosenki, jeszcze raz, a będziesz zajęcia kończyć na korytarzu, po za salą. 
- Dobrze, przepraszam.
Podeszłam skruszona i zawstydzona do klawiszy i zaczęłam wygrywać moją nową piosenkę  

Chwyć mnie za dłoń, trzymaj blisko siebie
Darem jest każdy oddech, nie wiemy co przyniesie nam jutro
Lecz wiem, że potrzebuję cię, pokazujesz mi prawdę
I jakoś do ciebie dotrę

Znajdę sposób
Zbuduję nowy świat poza bólem
Znajdę sposób, abyś był bezpieczny
Po wsze czasy

Nie potrafię ukryć tych wypłakanych łez
Nic nie może mnie ruszyć, nigdy cię nie opuszczę
Chcę ujrzeć twoją twarz i ukryć się w twym zbudzeniu
Na tyle długo jak jesteś ze mną

Znajdę sposób
Zbuduję nowy świat poza bólem
Znajdę sposób, abyś był bezpieczny
Po wsze czasy

Zerwij w swym umyśle łańcuchy
Walcząc na oślep poprzez ciemność
Wiem, że mnie słyszysz, oddałabym swe życie
Gdyby mogło cię to ochronić przed tym

Znajdę sposób
Zbuduję nowy świat poza bólem
Znajdę sposób, abyś był bezpieczny
Po wsze czasy


- Angie, tą piosenkę chciałabym zaśpiewać na naszym festiwalu.
- Dobrze.

W klasie rozległy się brawa, ale ich nie słuchałam. Teraz, jak i przez całą piosenkę, parzyłam w oczy jednego chłopaka. I  nie był nim Leon, a Alex. Posłał mi swój piękny uśmiech, przez co zielonooki spiorunował nas wzrokiem.
Po lekcji wyszłam z sali, a od razu przy drzwiach, do rozmowy porwał mnie Alex.
- Violu, twoja piosenka była wspaniała, a wykonanie jeszcze lepsze - po tym komplemencie poczułam, jak do moich policzków napływa krew.
- Dziękuję... - szepnęłam lekko speszona.
- Posłuchaj, ja chciałem cię spytać, czy...
- Hej, nie denerwuj się - powiedziałam uspokajająco.
- Dobrze, czy pójdziesz ze mną na bal?
Nie wierzę, wewnętrznie już zemdlałam. Oczywiście, że tak, zwłaszcza, że od kilkunastu dni czuję do niego coś więcej. Ale nie jest tak silne jak uczucie do Leona ~ krzyczy na mnie podświadomość.
Nie! Leon to tylko przyjaciel, a z Alexem, może uda mi się stworzyć coś więcej. 
- Tak, pójdę. 
Porwał mnie w ramiona i okręcił wokoło.siebie. Gdy mnie postawił, pocałował mój policzek i szepnął:
- Dziękuję - po czym odszedł.
Pobiegłam szczęśliwa do Leona.
- Idę z Alexem na bal! - krzyknęłam do niego.
- Jak to, myślałem, że pójdziemy razem, tak jak chcieliśmy.
- To było kilka lat temu. Teraz chcę pójść z nim, zrozum, on mi się podoba. A my musimy dać sobie trochę dystansu.
- Ok, chcesz dystansu, to proszę - odwrócił się na pięcie.
- Leon, nie o to mi chodziło! Leon!
- Dobra, idę, tego chcesz. 
- Leon, wracaj tu!
- Nie ma sensu z tobą gadać!
- Leon!
- Co? - spytał zły.
- Nie chcę się kłócić. Po prostu musimy przestać być nierozłączni.
Teraz nic nie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie smutno i odszedł. Z moich oczu popłynęły łzy.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto 5!
Mamy nadzieję, że się Wam podoba :D
Zostawicie komentarz i plusik :*
Pamiętajcie im więcej kom tym rozdziały dłuższy! :D
Buziaki :*
Zuzia i Vicky
:* :3 ^^

czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 4

 *Violetta*
- Leon, nie! - krzyknęłam, ale było już za późno. Chłopak wziął owoce z naszego koszyka.
Nagle wszystkie banany wzbiły się w powietrza, a później wszystkie razem spadać. Niestety złapał tylko dwa, a ostatni uderzył go w głowę.
- Leon, nic ci się nie stało?
- Nie, ale głowa boli mnie jeszcze bardziej.
- Może ekspertem to ja nie jestem, ale mam pewność, że kaca to tak się nie leczy.
- Facet wie lepiej.
- Aha i ta twoja duma, która nie pozwalała ci się przyznać, że jednak nie umiesz żonglować.
- Właśnie tak.
- Ojej, zapomniałam, że twoja męska duma leży na naszym boisku szkolnym.
- To było dawno i nie prawda.
- Aha, zdjęcia mówią same za siebie - powiedziałam wskazując na dwie kolejne fotografie, które przedstawiały nas na boisku do kosza. Na jednej graliśmy uśmiechnięci, a na drugiej Leon siedział załamany na ziemi.
- Violetta, gramy do pięciu punktów przewagi? - spytał Leon.
- Pewnie, tylko nie dawaj mi forów, proszę.
- Jasna sprawa.
Graliśmy przez dziesięć minut i tak się złożyło, że wygrałam.
- Chcę rewanżu. 
- A co, duma urażona?
- Troszkę - powiedział słodko.
Znów zaczęliśmy grać, ale poszło jeszcze szybciej niż za pierwszym razem. Znów wygrałam.
- NIE! Ja się tak nie bawię! Ty oszukujesz!
- Aha, oczywiście. Leoś, twoja męska duma gdzie?
- Leży tam, pod koszem.
Wskazał na boisko, a ja się zaśmiałam.
Leon był tak zdeterminowany, że w sumie zagraliśmy jeszcze cztery razy. 
Podliczając, odegraliśmy sześć meczy i uwaga, ostatni wygrał.
- Oj, Leoś. Pokonała cię rok młodsza przyjaciółka. 
- Stare dobre czasy, jeszcze byłaś piękna i młoda - przedrzeźniał się ze mną Leon.
- Teraz jestem piękniejsza, a to nie zmienia faktu, że przegrałeś i już nigdy nie chciałeś się rewanżować.
-Chciałem. Tylko uznałem, że ty nie masz tyle siły i umiejętności by mnie pokonać- zaczął się odgrywać.
-Może wkrótce to powtórzymy.Oglądamy dalej, czy idziemy do domu wyglądasz na zmęczonego-zapytałam.
-Nie. Obiecałem i słowa dotrzymam. Sama wiesz...
-No tak, twoja męska duma- rzekłam i zaczęłam się śmiać, a on razem ze mną.
-Spójrz na te:
Stara, lekko zniszczona fotografia. Na niej Leon i Tamara, a z tyłu ja.
-Kto to i kiedy to było?- zapytał.
-Nie pamiętasz?
-Właśnie nie-odrzekł.
-To zdjęcie zrobili rodzice Tamary, to ta dziewczynka- rzekłam i wskazałam na nią palcem- Chodziłeś z nią do trzeciej klasy. W szkole był bal przebierańców, a Wy zostaliście królem i królową balu i musieliście razem zatańczyć i tym samy otworzyć bal, pierwszym tańcem.
-A ty siedziałaś sama, dlaczego.
-Nikt ze mną nie zatańczył- odrzekłam sucho.
-Ojeju, czyżby natrafił na czuły punkt Twojej dumy- zaczął chichotać Leon,
-Wcale nie. To był głupi bal, a ja byłam w drugiej klasie. Nawet nie wiedziałam co to znaczy być singlem i nie mieć pary na bal. Z resztą to nie był mój najgorszy dzień życia, tylko Twój.
-A niby dlaczego? Zobacz z jaką fajną laską... znaczy dziewczynką zatańczyłem, a nie jak Ty podpierałem ściany.
-Tak tylko nie ja wylądowałam twarzą w tyłku Twojej wychowawczyni- rzekłam.
-Hahaha. Jakoś sobie tego nie przypominam- odrzekł triumfalnie.
-Nie musisz pamiętać, haha. Mam dowody- powiedziałam i pokazałam mu te "spektakularne" zdjęcie.
Wyjął je z albumu i z chowaj do kieszeni.
-Ej?!- krzyknęłam- to pamiątka.
-Wcale, że nie...- odrzekł i zamilkł.
Po krótkiej chwili zaburczało mi cicho w brzuchu, więc rzekłam:
- Leon, może teraz coś zjemy, wiesz, oglądanie zdjęć jest takie męczące!
- Masz rację, teraz zobaczymy co ty tam na pichciłaś.
- A jak bardzo kochasz moje tortrille na zimno?
- Ubóstwiam je.
- Aha, a jak bardzo kochasz moje strucle z jabłkami, cynamonem i bitą śmietaną domowej roboty?
Widziałam, jak w jego oczy wstępują wesołe ogniki szczęścia.
- Jestem niesamowitym szczęściarzem.
- To prawda - zatrzepotałam rzęsami z fałszywą skromnością.
- Oh, coż za skromność.
Spróbował jedzenia i od razu się uśmiechnął.
- Robione przez ciebie? Prawda?
- Oczywiście, że tak.
- Przepyszne.
- To, akurat rozumie się samo przez się.
-To co Violu? Oglądamy dalej?
-Jasne! Spójrz na to...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto czwarty rozdział w naszej historii i kolejne wspomnienia Leona i Vils.
Mamy nadzieję, że Wam się spodoba :*
Nie zapomnijcie skomentować i udostępnić tego posta na Google +, dając nam plusika.
Vicky:) i Zuzia ^^

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 3


*Violetta*
Leon przyglądał się zdjęciu, które trzymałam w ręku.
- Co je robiłem z tą lampą?
- Yyyyy... To chyba troszeczkę moja wina, bo byłeś trochę mocno pijany i cię podpuściłam, że to dziewczyna. Poszedłeś do niej, pomacałeś żarówkę, którą dzięki Bogu wcześniej wyłączyłam i powiedziałeś - tu zrobiłam dramatyczną pauzę. - Cytując: "Mała, jesteś taka gorąca."
- Nie, nie - schował głowę w ręce.
- Nie wierzysz, że byłeś tak pijany? - spytałam go ze śmiechem?
- Nie, nie wierzę, że ty jesteś taka podstępna!
Po tych słowach rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.
- Le... Hahaha... Leon.... Pros... Proszę, prze - zaczęłam kaszleć z powodu braku powietrza, a on momentalnie się odsunął.
- Jeju, Violetta, ŻYJ! PROSZĘ ŻYJ!!! - krzyczał.
- Leon, co jest?
- Przypomniała mi się pewna sytuacja, w któ... - nie dane mu było dokończyć, ponieważ mu przerwałam.
- Niech zgadnę, ta - wskazałam na trzecie zdjęcie z albumu.
Widniała na nim ośmioletnia dziewczynka, leżąca w szpitalu, a obok niej siedziała jej mama i smutny, dziewięcioletni chłopczyk.

*Leon*
Gdy zobaczyłem to zdjęcie, w moich oczach zebrały się łzy.
- Leon, nic mi się nie stało.
Nie powinienem był jej teraz tak łaskotać. Patrzyłem na wydruk z albumu i przypomniałem sobie tą sytuację.
- Violu - krzyknąłem za przyjaciółką. - Chodź do mnie.
- Nie, bo będziesz mnie łaskotać, a ja tego nie lubię! - tupała nogą o ziemię i słodko marszczyła nosek.
Podbiegłem do niej, nim zdążyła uciec, byliśmy już na kanapie. Zacząłem ją łaskotać. Bardzo prosiła bym przestał, ale myślałem, że ona bawi się tak świetnie jak ja. Niestety tak nie było. Moja przyjaciółka zaczęła strasznie kaszleć, a ja się wystraszyłem. Pobiegłem do mamy Violetty i zawołałem ją. Gdy wróciliśmy do salonu Viola z trudem łapała oddech. Jej mama szybko zabrała ją do samochodu, a ja pobiegłem za nimi. 
Weszliśmy żwawo do szpitala, a lekarz szybko zabrał dziewczynkę na badania. 
Czekaliśmy pół godziny. Po tym okresie pozwolono nam wejść do jej sali. Gdy zobaczyłem moją przyjaciółkę, bladą i osłabioną zacząłem płakać. To był szok dla małego chłopca.
- Leon, spokojnie - powiedziała delikatnym głosem siedemnastolatka.
- Wiesz, jak się bałem?
- Leon, przepraszam, ale wiesz, wtedy po prostu szykowała się choroba.
- Nie prawda, miałaś, przepraszam, masz problem z płucami moja kochana.
- Już nie długo. Wiesz o tym - powiedziała smutno.
- Hej, nie zadręczajmy się tym dzisiaj.
Przytuliłem ją do siebie. Jak cudownie jest mieć ją blisko. - ta myśl pojawia się nieproszona w mojej głowie.

*Violetta*

Leon, to najlepszy przyjaciel. Jest po prostu cudowny. Uwielbiam być w jego ramionach. Czuję się w nich dobrze - jak u przyjaciela.
Odgoniłam od siebie myśli i się zaśmiałam patrząc na kolejną fotkę.
- Z czego się śmiejesz? Hę? - podniósł brew do góry.
- Z tej sytuacji.
Na zdjęciu widać mnie, gdy miałam sześć lat i siedmioletniego szatyna. Siedzimy na kocu w ogródku chłopaka, pochylając się nad zabitym przeze mnie pająkiem.
- Tęsknisz czasem do Pana Pająka, co?
- Ty go zabiłaś! Pan Pająk ma grób w moim ogródku.
Pamiętam, że akurat był grill u Leona. Siedzieliśmy na kocu i coś tam rysowaliśmy.
- Miałem ci coś pokazać! - krzyknął zrywając się z koca.
- Aha.
Leon pobiegł do domu i po chwili wrócił z małym zielonym pudełkiem.
- Co to?
- Poznaj Pana Pająka - powiedział i otworzył wieczko.
Na koc natychmiast wyszedł mały, czarny pająk.
- Aaaaaa.... Leon, zabierz go!!!
Zaczęłam skakać po kocu i niechcący skoczyłam na Pana Pająka.
- Nie, zabiłaś go.
Z oczu chłopaka poleciały łzy. Szybko go przytuliłam. 
- Przepraszam... - szepnęłam.
- Nic się nie stało, złapię sobie nowego i go nazwę Pan Pająk Drugi.
- Cóż, imiona nadałeś cudowne.
- No wiem.
Następne zdjęcie przedstawiało mnie ze złą miną i Leona z równie wściekłą pozą. To zdjęcie zostało zrobione w dniu urodzin jego mamy, nie chciałam robić sobie wtedy z nim zdjęcia. Jednakże bardzo lubię panią Verdas i to były to jej urodziny, zgodziłam się na jedną zdjęcie. Byliśmy wtedy bardzo na siebie źli, w tym dniu odbyła się nasza pierwsza kłótnia. Teraz może wydawać się głupia i śmieszna, ale wtedy czułam się jakby grom spadła z nieba i trafił prosto w moje serce. Ten dzień zaliczam do jednego z najgorszych. Powód naszej kłótni nie był jakoś szczególnie ważny czy trudny. Pokłóciliśmy się o to kto jest większym fanem naszej ulubionej kreskówki Toma i Jerrego, mieliśmy wtedy po 7 i 8 lat no co?  Oczywiście kłótnia nie była potrzebna, od razu wiadomo, że to ja byłam największą fanką Toma i Jerrego, w sumie to tylko Jerrego. Toma za specjalnie nie lubiłam, był wrednym kotem. Jak już kiedyś będę musiała być starą panną to na pewno nie z dziesięcioma kotami tylko psami lub myszami. Myszki są takie słodkie. Wracając to fotografii, ja była sto razy większą fanką Toma i Jerrego niż Leon. To ja miałam wszystkie odcinki zgrane na kasety nie on i to ja miała zdjęcie z facetem, który nosił kostium Jerrego i podobne z Tomem.
- Nasza pierwsza kłótnia - rzekł Leon.
- Tak. Ten dzień należał do najgorszych w moim życiu i nie wiem czy to dlatego,że się pokłóciliśmy czy dlatego, że pokłóciliśmy się o to ,że  ja miałam rację - odrzekłam.
- Nawet nie żartuj, ja byłem większym fanem Toma i Jerrego. Moja mama zawsze mi mówiła, że jestem podobny do Toma.
- Moja mi mówiła, że jestem jak Jerry. Wiesz, że wiem dlaczego swojej mamie przypominałeś Toma- zaczęłam - bo jesteś leniwy, nie masz sprytu i jesteś niezdarny.
- Ja jestem niezdarny? Niby dlaczego tak uważasz? - spytał.
- A dlatego - powiedziałam i podałam mu zdjęcie.
- To akurat był jednorazowy przypadek i tak jakoś wyszło – tłumaczył się.
- Ha! Tylko winni się tłumaczą, to nie był przypadek.
- Był! Dobrze wiesz, że nigdy bym czegoś takiego nie zrobił!
- Ah, tak? - spytałam podejrzliwie.
Leon wziął ode mnie zdjęcie i zaczął się dokładnie przyglądać.
Widniała na nim jego sylwetka i potłuczony ulubiony zestaw talerzy mojej mamy. Bardzo dobrze pamiętam to historię.
- Założę się, że nie potrafisz żonglować - rzekł 11 letni Leon.
- Dobrze wiesz, że umiem - odpowiedziałam i chwyciłam 3 mandarynki zaczęłam żonglować. Jako, że tata mnie tego uczył nie było to dla mnie specjalnie trudne.
- Ha też mi coś. Podrzucanie czegoś owalnego nie jest trudne, a umiałabyś czymś innym. Na przykład talerzem?
- No co ty, to bardzo trudne. Ciekawe czy ty byś potrafił? - zapytałam.
- Jasne, że tak! Jestem mistrzem żonglerki i potrafię żonglować wszystkim. Udowodnię to- zapowiedział.
Wyjął z szafy 3 talerze z porcelanowej zestaw mojej mamy. Wziął pierwsze trzy talerze i podrzucił je do góry. Oczywiście dwa z nich spadły. Zareagował na to zwykłym "nic nie szkodzi" i wziął kolejne dwa. Podrzucił i to samo. W końcu skończyło się tym, że z dwudziestu czterech pięknych talerzy został tylko jeden. Moja mama wróciła do domu i zobaczyła stos potłuczonych talerzy i Leona, który trzymał ostatni cały talerz. Leon z przerażające miny mojej mamy upuścił ten talerz. 
Długo się tego tłumaczył.
- Mówiłam Ci, że żonglowanie talerzami jest za trudne, zwłaszcza, że w ogóle się nie umie żonglować!
- Ja umiem żonglować! Udowodnię to - rzekł i chwycił 3 banany z naszego koszyka.
- Leon, nie! - krzyknęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto nasz kolejny rozdział! Wydaję mi się, że trzeci, ale kto to by liczył :D 
Mamy nadzieję, że się Wam spodoba :*
Nie zapomnijcie zostawić komentarza i udostępnić tego posta na Google+ dając nam plusika =)
Buziaki :*
Zuzia i Vicky

piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 2

*Następnego dnia, Violetta*
Usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Wyjęłam go z kieszeni i odebrałam.
- Dzień dobry Violu. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że za chwilę ruszamy w drogę do domu i będziemy za jakieś półtorej godziny. Pa skarbie. Miłego dnia.
- Dziękuję - odpowiedziałam i znowu padłam na poduszkę. Praktycznie już spałam, kiedy zdałam sobie sprawę, kto dzwonił to była mama Leona. Szybko wstałam, przeciągnęłam się i otworzyłam oczy. To co zobaczyłam wyglądało gorzej niż śmietnik. Wszędzie były butelki po winie, puszki po piwie, butelki po napojach, puste paczki chipsów, pęknięte balony, papier po prezentach i ciała moich znajomych. Nie wiem czemu, ale wczoraj miałam wrażenie, że wszystko wyglądało lepiej. Z resztą pachniało też niezbyt ładnie. Próbowałam przypomnieć sobie treść wiadomości jako przekazała mi pani Verdas. Są właśnie w drodze do domu i będą za jakieś półtorej godziny. Obiecałam, że dom będzie stał i faktycznie stał, ale w ogóle nie przypomina domu. Postanowiłam obudzić Naty i razem z nią posprzątać ten bałagan. Jednak nie mogłam jej znaleźć. Ja obudziłam się na kanapie w salonie, obok mnie leżała Ludmiła, na ziemi spał Maxi, Diego i Francesca. Nikogo więcej nie było na parterze więc udałam się na górę. Weszłam do łazienki w celu ogarnięcia twarzy, ale nie mogłam tego zrobić bo w wannie słodko spał Federico. Jak widać wczoraj się nieźle napił. Ciekawe co z Leonem? Pewnie śpi słodko w swoim pokoju. Sprawdzę co u Niego. 
Jak weszłam do sypialni Leona, zobaczyłam całą masę osób byli tam: Naty, Camila i Brodway, ale nie było Leona. Przeszukałam całe piętro i parter, ale go nigdzie nie było. Za niecało godzinę wrócą jego rodzice, a on gdzieś zniknął. Do tego 8 osób, które dawno powinny być w swoich domach śpią w jego wannie, salonie i sypialni. Jeśli jego mama to zobaczy to już nigdy nie zaufa ani mi ani Leonowi. A co jeśli zabroni nam się spotykać?
Nie mogę na to pozwolić!
Zaczęłam budzić moich przyjaciół i wezwałam dla nich taksówki. Wszyscy prócz mnie wrócili do domu. Musiałam sprzątać dom Leona, a go nawet nie było przy mnie. Szybko ruszyłam do kuchni i wyciągnęłam z odpowiedniej szafki worki na śmieci. W niebywałym tempie zebrałam wszystkie puste butelki i śmieci z salonu. Śmieci było tak dużo, że musiałam użyć kolejnego worka. Udałam się na górę i tam też posprzątałam. Wyrzuciłam śmieci do kosza i zaczęłam odkurzać. Po okurzeniu szybko wytarłam kurze i włączyłam zmywarkę. Dom był już wysprzątany, ale nadal nie było Leona. Hmm... 
Wyszłam na taras i położyłam się na jednym z leżaków. Jednak po chwili wstałam zobaczyłam jakiś gumowy przedmiot unoszący się na wodzie w basenie. Podeszłam bliżej był to Leon na gumowym materacu. Tylko co on robi w basenie. Zakładam się, że to  jakiś głupi dowcip Federico. 
- Leon! - krzyknęłam.
On otworzył szeroko oczy i wpadł do wody.
- Leon nic Ci nie jest?! - krzyknęłam. 
- Nie, nic - rzekł jak wynurzył się z wody - tylko sobie, tak po prostu postanowiłem tonąć!
- Fakt! Ty nie umiesz pływać - stwierdziłam i dopiero po chwili zorientowałam się, że muszę mu pomóc. Wskoczyłam do wody i podpłynęłam do Niego. Podałam mu rękę i pomogłam z powrotem wejść na nadmuchiwany materac. 
- Żartowałem, ostatnio miałem lekcje pływania i już umiem, ale chciałem, żebyś ty też była mokra!
- Ty, ja cię kiedyś zabiję, ale to później, ponieważ, pragnę ci uświadomić, że za jakieś pół godziny będą twoi rodzice!
- Co?! - krzyknął i czym prędzej podpłynął do drabinki i wyszedł z basenu.
- Ekhem, a mi to nie łaska pomóc?
- Hmmm... - zrobił minę, jakby poważnie się zastanawiał. - Pomyślmy... Nie!
- Ej, ja posprzątałam cały dom, odprawiłam twoich przyjaciół do domu i sprawiłam, że w wieku osiemnastu lat nie skończysz w grobie, a ty nie chcesz mi pomóc wyjść?
- Jej, kiedy ty to zdążyłaś zrobić?
- Nie, nie odzywam się do ciebie. Prezent ci zrobiłam.
- I tak ci nie pomogę!
- To za to nie będzie prezentu. O i FOCH forever na pięć minut - po tych słowach zrobiłam moją minkę i oczywiste, że pomógł mi wyjść. 
Udaliśmy się do jego pokoju i każde z nas wzięło swoje rzeczy na przebranie. 
Ja poszłam do łazienki na górze, a mój przyjaciel do tej na dole. Przebrałam się i wysuszyłam włosy, a gdy zeszłam Leon robił śniadanie dla nas.
- Jak mniemam, łyknąłeś już tabletki na ból głowy?
- Oczywiście.
- Co tam pichcisz?
- Naleśniki.
Siadłam do stołu, a po chwili mój szef kuchni podał nasze danie i zaczęliśmy jeść. On, jak to on ubrudził się bitą śmietaną, wypływającą z jedzenia. Korzystając z okazji, wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie.
Po zjedzeniu, posprzątaliśmy w kuchni i usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Leon wstał jak oparzony i pobiegł do rodziców się przywitać. Oni zrobili to samo. 
- Dzień dobry.
- Cześć Violetto! Jesteś niesamowita. To była pierwsza i dzięki Bogu ostatnia osiemnastka mojego syna.
- Nie ma za co. Dla państwa i Leona wszystko.
- Dobrze - powiedział ojciec Leona. - Wy idźcie się bawić, a my pójdziemy odpocząć.
Pociągnęłam szatyna za rękę wprost do jego pokoju. Szybko wzięła prezent chłopaka i jeszcze szybciej stamtąd wyszli. 
Szli razem, przez miasto, aż dotarli do parku. Chłopak, w końcu nie wytrzymał, spytał:
- Daleko jeszcze?
- Nie.
- Daleko jeszcze?
- Nie?
- No ale daleko jeszcze czy nie?
- Tak, Leon, daleko jeszcze! Nie na widzę, kiedy bawisz się w Osła ze "Shreka".
- Też cię uwielbiam.
W ten sposób, w atmosferze pełnej żartów, dotarli na polanę. Ale nie była to zwykła polana. To tutaj się poznali, to tu spędzili najwięcej czasu w dzieciństwie i to tu spędzą osiemnastkę szatyna.
- Pamiętałaś - szepnął wzruszony.
- Przecież ci obiecałam.
- Ale to było, jak mieliśmy po osiem i dziewięć lat.
- Wiem, to było dzień po tym, jak się przewróciłeś i złamałeś rękę. Dokładnie w dzień twoich dziewiątych urodzin.
- Aha, zgadza się.
- Powiedziałam: "(...) Leoś, obiecuję, że jak będziemy duzi i będziemy mieli o tyle latek", tu pokazałam dziesięć i osiem palców. Pamiętasz?
- Tak.
- Wracając: "(...) to spędzimy idealne urodziny razem."  
Udali się na rozłożony nieopodal koc, na którym stał koszyk piknikowy. Moja ukochana przyjaciółka nie zapomniała o niczym. Nati, mam u ciebie dług - pomyślałam.
Siedliśmy na kocu, a mój przyjaciel mógł w końcu odpakować prezent. 
Ujrzał w nim gruby, w połowie wypełniony, album z naszymi zdjęciami. 
- Jejku, Violu. Dziękuję. Ale dlaczego tylko do połowy?
- Ponieważ na okładce masz napisane "Nasza Historia", a nasza się tak szybko nie skończy. Pamiętaj, przyjaciele na zawsze...
- I jeszcze dłużej.
Leon otworzył album na pierwszej stronie, gdzie było nasze zdjęcie z naszego pierwszego spotkania. O ile mnie pamięć nie myli było zrobione przez mamę szatyna. Przedstawia małą, pięcioletnią dziewczynkę, która leży na ziemi i płacze, a nad nią stoi chłopak - sześcioletni - który ociera jej łezki.
- Pamiętam, jakby to było piętnaście lat temu - powiedział.
- Może dlatego, że to było piętnaście lat temu? - spytałam sarkastycznie.
- No, coś w tym jest. 
- To był mój najlepszy dzień, spotkałam przyjaciela po grób. I pamiętam że...
Chodziłam z mamusią za rączkę po parku. Właśnie przyszłyśmy na moją ulubioną polankę. Zobaczyłam kolorowego motylka, który latał koło nas. Wyrwałam rękę mamie i pobiegłam gonić owada. Niestety potknęłam się i upadłam, zdzierając sobie skórę z prawego kolana. Wystraszyłam sie, ponieważ leciała mi krew. Wtedy podszedł do mnie chłopczyk o zielonych oczkach i delikatnie wytarł mi łzy. Podziękowałam mu i przytuliłam.
- Od teraz będziemy przyjaciółmi - zaproponowałam.
- Dobrze, ale na zawsze.
- Tak, na zawsze.
- To się akurat nie zmieniło. Na zawsze.
- Tak, na zawsze.
Zerknęliśmy na kolejne zdjęcie. Mamy już po piętnaście i szesnaście lat. Zdjęcia nie są układane hronologicznie. Przedstawiało ono bardzo zabawną sytuację. Leon 
trzymał w ręku nóż, a ja miałam całą czerwoną bluzkę, nie było to tak straszne jak wyglądało. Chodziło o to, że …
Urządziliśmy sobie noc filmów, z resztą jak co piątek. Jako, że było więcej chłopców to przegłosowali dziewczyny i oglądaliśmy horrory. Bardzo ich nie lubię. Znudzona samym początkiem filmu udałam się do kuchni i zamówiłam dla wszystkich pizzę. Po około 20 minutach dostarczyli ją pod mój dom, w którym nie paliło się żadne światło. Zapłaciłam dostawcy i odebrałam pizzę. Pachniała wyśmienicie, miałam wielką ochotę by była tylko moja i tak się stało. Leon szybko przybiegł do pokoju chwytając nóż kopnął kartonowe pudełka i cała pizza wylądowała na mojej twarzy i ubraniach. Maxi, których kochał robić zdjęcia, uchwycił tę chwilę.
Na przypomnienie tej chwili zaczęłam się głośno śmiać.
-Viola zrozum myślałem, że to jakiś złodziej lub …
- Potwór! - krzyknęłam i znów wybuchłam śmiechem .
- Violka! Wcale nie… ja się nie boję potworów. Tylko... – zaczął się tłumaczyć.
- Tylko co? - zapytałam.
- Wiesz Ciebie nie było w pokoju. Martwiłem się, że coś może Ci się stać.
- Och. Kochany jesteś, ale za zmarnowanie mojej pizzy nie dam Ci buziaka. Zapomnij - powiedziałam.
- Może jakoś to przeżyję - odpowiedział.
- Może dasz radę.
- Viola na pewno dam… Eh… Jednak nie - oznajmił słabym głosem i zaczął udawać, że umiera.
Przeciągnął się po podłodze i zaczął się turlać i trząść. Przeturlał się, aż do ogrodu. Gdybym nie znała Leona to pewnie dawno ruszyłabym mu z pomocą. Jednakże znam go tak długo i wiem, że udaję. Postanowiłam wyciągnąć telefon i nagrać całe to zajście. Bawiłam się świetnie, gdy nagle Leon … Znieruchomiał. Rzuciłam telefon na kanapę i szybko do Niego podbiegłam. Zaczęłam wymawiać jego imię i trząść nim. Chciałam nawet zaczać technikę usta-usta, ale wtedy Leon się odezwał:
- Prima Aprillis.
Odetchnęłam z ulgą, ale na podsumowanie tego co się przed chwilą stało rzekłam:
- Leon to w ogóle nie było śmieszne.
- Och, no co ty? Sytuacja z pizzą dla mnie też nie była śmieszna !
- Oj, Leon już dawno o tym zapomniałam. Zgoda?- powiedziałam i wyciągnęłam do Niego rękę.
On zrobił to samo tylko zamiast uścisnąć moją dłoń pociągnął ją do siebie i wrzucił mnie do basenu.
- Leon! Już po Tobie - krzyknęłam.
- Najpierw musisz wyjść by mi coś zrobić - zaczął się wymądrzać.
- Dobra nic Ci nie zrobię. Tylko pomóż mi - poprosiłam i spojrzałam na Niego i zrobiłam uroczą minkę. Wiem, że jak ją robię to on zawsze się zgadza.
- Okej - rzekł i wyciągnął rękę w moją stronę.
Wtedy ja zamiast przy pomocy jego ręki wyjść z basenu to postanowiłam wciągnąć go do basenu.
- Masz za swoje… syrena menie !
On chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego wybuchł ogromnym śmiechem .
Ah! Cały Leon. Zaczęłam przyglądać mu się uważnie, bo wczorajszej imprezie był strasznie opuchnięty i miał ogromne worki, co ja mówię wory pod oczami.
- Może się położysz?- zapytałam.
- Nie, miałem z Tobą spędzić cały dzień. Obiecałem – rzekł.
- Wiem, ale wczorajsze przygody, które miałeś były dosyć drastyczne-rzekłam.
- Jakie przygody?- zapytał zdziwiony.
- Jak to? Ty nic nie pamiętasz z wczoraj?
- Tak naprawdę to nie wiele. 
Postanowiłam pokazać mu zdjęcia z jego wczorajszej imprezy. Wyszliśmy z basenu, okryłam się ręcznikiem i wyjęłam z torby wywołane zdjęcia. Zaczęłam od pamiętnej lampy lub jak on to określił "gorącej, małomównej  laski".

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto 2 rozdział!
Mamy nadzieję, że się Wam spodoba :*
Nie zpomnijcie zostawić komentarza i udostępnić tego posta na Google+ dając nam plusika =)
Buziaki :*
Zuzia i Vicky
<3




wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 1

*Violetta*
Dziś, to już jest ten dzień, mój najlepszy przyjaciel - Leon - obchodzi swoje osiemnaste urodziny. To niesamowite, pomyśleć, że już tyle czasu spędziliśmy będąc przyjaciółmi. Całe piętnaście lat.
Mam dla niego wyjątkowy prezent. Album z naszymi zdjęciami. Wtedy,  jak mieliśmy zaledwie po pięć, sześć lat. I z teraz. Nasze wspólne przeżycia uwiecznione na papierze. Wygłupy, smutki, nasze copiątkowe wieczorki filmowe, wspólne spacery, wesołe miasteczko i wiele, wiele więcej.
Wiem, że on dziś organizuje przyjęcie dla wszystkich naszych kumpli ze Studio: Francesci, Camili, Ludmiły, Nati, Diego, Brodway'a, Federico i Maxi'ego. I oczywiście dla mnie.
Pomimo tej imprezy, obiecaliśmy sobie, że jutro spędzimy dzień całkiem sami. Wiele osób mówi, że to nie jest zachowanie pary przyjaciół, a dwojga zakochanych ludzi. Może to tak wyglądać, ponieważ przez naszą długą znajomość wiemy o sobie wszystko. Mimo tego, nigdy nie poczułam do szatyna nic więcej. On do mnie też.

*Dom Leona, Leon*
Nie mogę uwierzyć, że już za kilka godzin będę pełnoletni. Szykuje się na prawdę dobra impreza, ponieważ wszyscy - po za Violettą i Nati - mają już po osiemnaście lat. One będą musiały pilnować, czy wszystko jest z nami w porządku. Ktoś musi być trzeźwy, a nie będę to ja.
Pomimo tego  i tak nie mogę się doczekać jutra. spędzę cały dzień w towarzystwie mojej najlepszej przyjaciółki.
Rozmyślając, poczułem, jak ktoś mnie przytula. Wiedziałem, że to ona:
- Cześć Violu, jak zwykle jesteś za wcześnie, a ja cenię sobie punktualność.
- Wiem - przerwała. - Leon, mam dla ciebie prezent, ale obiecaj, że otworzysz go jutro, gdy będzie nasz dzień.
- Dobrze, nie ma problemu.
Zeszliśmy na dół, w celu przygotowania wszystkiego na przyjęcie gości. Teraz zobaczyłem jak ona pięknie wygląda, jak zawsze. Jest ubrana w miętową sukienkę, sięgającą jej do kolan, z czarnym paskiem w talii, a do tego niebotycznie wysokie buty.
- Jak ty możesz w tym chodzić?
- Normalnie, gorzej jakby mnie ktoś gonił.
- Powiadasz - wtedy do głowy wpadł mi szatański pomysł.
Podbiegłem do Violetty nim się zorientowała, leżała na kanapie, a ja ją łaskotałem.
- Hahaha.... Leon przestań!
- Nie, w końcu dziś są moje urodziny i mogę robić co chcę.
- Ale ja jako twoja najlepsza przyjaciółka mogę mieć dość, a ty grzecznie mnie puścisz.
Zrobiła swoją uroczą minkę i ja, jak to ja, puściłem ją. Nigdy nie umiałem się powstrzymać, gdy tak na mnie patrzy.

*Godzinę później, Violetta*
Wszyscy się już zeszli, natomiast rodzice Leona już wychodzą.
Jubilat siedzi w pokoju i szykuje się do zabawy, a ja żegnam jego rodziców.
- Do widzenia Violetto. Mam nadzieję, że dzięki tobie ten dom będzie jeszcze jutro stał - powiedziała mama Leona.
- Tak będzie pani Verdas. Miłej podróży.
- Dziękuję.
Od razu po przekroczeniu progu rozbrzmiała głośna muzyka puszczona przez naszego DJ'a - Maxi'ego. Uwielbia to, a my nie musimy płacić.
Puścił muzykę - prawie że ślubną - na co ze schodów schodził Leon. I on, jak to on musiał coś wywinąć. Chciał mieć wielkie wejście, więc postanowił zjechać po poręczy. Nie przewidział przeszkód w postaci ozdób urodzinowych i spadł na podłogę. Wtedy z salonu dobiegły krzyki Fede:
- Jak my mamy z tobą pić, jak już jesteś pijany, nawet po poręczy nie umiesz zjechać.
Leoń, nim się podniósł zaczął przedrzeźniać Fede, a ja korzystając z okazji zrobiłam mu zdjęcie. aparat będę miała przez cały wieczór, dzięki temu będą nowe zdjęcia do albumu.

*Półtorej godziny później*
Wiedziałam, wiedziałam, że to nie może się skończyć dobrze. Impreza trwa zaledwie dwie i pół godziny, a chłopaki są już tak pijani, że nie rozumieją, co się dzieje. Dzięki temu mogłam zrobić Leonowi kilka... Dobra, kilkanaście fotek, dość żenujących. Teraz będę chciała mu zrobić następną. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Widzisz tę panienkę - wskazałam na stojącą w kącie lampę. - Mówiła, że chce ci złożyć życzenia.
- Aha, już do niej idę.
Zrobił to, a ja pobiegłam, by ją wyłączyć, jeszcze się chłopak poparzy.
- Mała, jesteś taka gorąca - powiedział dotykając żarówki. - Ale trochę małomówna. Nie krępuj się, bo noc jeszcze młoda.
Ja szybko zrobiłam zdjęcie i odciągnęłam go od tej "interesującej konwersacji".
Wróciliśmy do salonu, gdzie Diego trzymał pusta butelkę po czerwonym winie. Wiedziałam co to oznacza.
Usiedliśmy w kółku i zaczęliśmy grać w butelkę. Pierwszy kręcił Leon, ku nieszczęściu wypadło na Fran.
- OK, więc musisz, musisz, musisz pójść do kuchni, wziąć musztardę i dorysować sobie kocie wąsy, a potem zrobić selfie i wrzucić je na Facebook'a.
- To ja wybieram pytanie - odezwała się Fran. Leonowi zrzedła mina gdy to usłyszał. Jednak pod naciskiem grupy wykonała zadanie. Teraz była jej kolej. Zakręciła, a ja pobladłam.
- Leon, masz przerąbane - stwierdziłam, gdy butelka wskazała na niego.
- Masz pójść na górę, ubrać kąpielówki i znieść jakąś miskę. A my w tym czasie przygotujemy ci dużo lodu i zimnej wody, bo twoim zadaniem jest wysiedzieć w tej misce piętnaście minut.
Mojemu przyjacielowi zrzedła mina, ale podniósł się dumnie, a w każdym razie na tyle, na ile pozwalały mu procenty we krwi.
Gdy wrócił, Francesca wsypała do miski półkilogramowy woreczek lodu i zalała go zimną wodą.
Leon z męską odwagą usiadł do miednicy i siedział. Nie wiem czym było to spowodowane, ale minę miał "cudowną". Gdy odczekał to piętnaście minut wyszedł, a ja szybko zrobiłam zdjęcie.
Gra w butelkę zdawała się nie mieć końca, ale ja i Nati zarządziłyśmy, po trzykrotnej wizycie sąsiadów, że pora iść spać.
Jutro czeka mnie niesamowity dzień, o ile Leon będzie w stanie cokolwiek zrobić.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To tyle jak na pierwszy rozdział.
Następny już wkrótce,
Vicky i Zuzia