Leon przyglądał się zdjęciu, które trzymałam w ręku.
- Co je robiłem z tą lampą?
- Yyyyy... To chyba troszeczkę moja wina, bo byłeś trochę mocno pijany i cię podpuściłam, że to dziewczyna. Poszedłeś do niej, pomacałeś żarówkę, którą dzięki Bogu wcześniej wyłączyłam i powiedziałeś - tu zrobiłam dramatyczną pauzę. - Cytując: "Mała, jesteś taka gorąca."
- Nie, nie - schował głowę w ręce.
- Nie wierzysz, że byłeś tak pijany? - spytałam go ze śmiechem?
- Nie, nie wierzę, że ty jesteś taka podstępna!
Po tych słowach rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.
- Le... Hahaha... Leon.... Pros... Proszę, prze - zaczęłam kaszleć z powodu braku powietrza, a on momentalnie się odsunął.
- Jeju, Violetta, ŻYJ! PROSZĘ ŻYJ!!! - krzyczał.
- Leon, co jest?
- Przypomniała mi się pewna sytuacja, w któ... - nie dane mu było dokończyć, ponieważ mu przerwałam.
- Niech zgadnę, ta - wskazałam na trzecie zdjęcie z albumu.
Widniała na nim ośmioletnia dziewczynka, leżąca w szpitalu, a obok niej siedziała jej mama i smutny, dziewięcioletni chłopczyk.
*Leon*
Gdy zobaczyłem to zdjęcie, w moich oczach zebrały się łzy.
- Leon, nic mi się nie stało.
Nie powinienem był jej teraz tak łaskotać. Patrzyłem na wydruk z albumu i przypomniałem sobie tą sytuację.
- Violu - krzyknąłem za przyjaciółką. - Chodź do mnie.
- Nie, bo będziesz mnie łaskotać, a ja tego nie lubię! - tupała nogą o ziemię i słodko marszczyła nosek.
Podbiegłem do niej, nim zdążyła uciec, byliśmy już na kanapie. Zacząłem ją łaskotać. Bardzo prosiła bym przestał, ale myślałem, że ona bawi się tak świetnie jak ja. Niestety tak nie było. Moja przyjaciółka zaczęła strasznie kaszleć, a ja się wystraszyłem. Pobiegłem do mamy Violetty i zawołałem ją. Gdy wróciliśmy do salonu Viola z trudem łapała oddech. Jej mama szybko zabrała ją do samochodu, a ja pobiegłem za nimi.
Weszliśmy żwawo do szpitala, a lekarz szybko zabrał dziewczynkę na badania.
Czekaliśmy pół godziny. Po tym okresie pozwolono nam wejść do jej sali. Gdy zobaczyłem moją przyjaciółkę, bladą i osłabioną zacząłem płakać. To był szok dla małego chłopca.
- Leon, spokojnie - powiedziała delikatnym głosem siedemnastolatka.
- Wiesz, jak się bałem?
- Leon, przepraszam, ale wiesz, wtedy po prostu szykowała się choroba.
- Nie prawda, miałaś, przepraszam, masz problem z płucami moja kochana.
- Już nie długo. Wiesz o tym - powiedziała smutno.
- Hej, nie zadręczajmy się tym dzisiaj.
Przytuliłem ją do siebie.
*Violetta*
Leon, to najlepszy przyjaciel. Jest po prostu cudowny.
Odgoniłam od siebie myśli i się zaśmiałam patrząc na kolejną fotkę.
- Z czego się śmiejesz? Hę? - podniósł brew do góry.
- Z tej sytuacji.
Na zdjęciu widać mnie, gdy miałam sześć lat i siedmioletniego szatyna. Siedzimy na kocu w ogródku chłopaka, pochylając się nad zabitym przeze mnie pająkiem.
- Tęsknisz czasem do Pana Pająka, co?
- Ty go zabiłaś! Pan Pająk ma grób w moim ogródku.
Pamiętam, że akurat był grill u Leona. Siedzieliśmy na kocu i coś tam rysowaliśmy.
- Miałem ci coś pokazać! - krzyknął zrywając się z koca.
- Aha.
Leon pobiegł do domu i po chwili wrócił z małym zielonym pudełkiem.
- Co to?
- Poznaj Pana Pająka - powiedział i otworzył wieczko.
Na koc natychmiast wyszedł mały, czarny pająk.
- Aaaaaa.... Leon, zabierz go!!!
Zaczęłam skakać po kocu i niechcący skoczyłam na Pana Pająka.
- Nie, zabiłaś go.
Z oczu chłopaka poleciały łzy. Szybko go przytuliłam.
- Przepraszam... - szepnęłam.
- Nic się nie stało, złapię sobie nowego i go nazwę Pan Pająk Drugi.
- Cóż, imiona nadałeś cudowne.
- No wiem.
Następne zdjęcie przedstawiało mnie ze złą miną i
Leona z równie wściekłą pozą. To zdjęcie zostało zrobione w dniu urodzin jego
mamy, nie chciałam robić sobie wtedy z nim zdjęcia. Jednakże bardzo lubię panią
Verdas i to były to jej urodziny, zgodziłam się na jedną zdjęcie. Byliśmy wtedy
bardzo na siebie źli, w tym dniu odbyła się nasza pierwsza kłótnia. Teraz może
wydawać się głupia i śmieszna, ale wtedy czułam się jakby grom spadła z nieba i
trafił prosto w moje serce. Ten dzień zaliczam do jednego z najgorszych. Powód
naszej kłótni nie był jakoś szczególnie ważny czy trudny. Pokłóciliśmy się o to
kto jest większym fanem naszej ulubionej kreskówki Toma i Jerrego, mieliśmy
wtedy po 7 i 8 lat no co? Oczywiście kłótnia nie była potrzebna, od razu
wiadomo, że to ja byłam największą fanką Toma i Jerrego, w sumie to tylko
Jerrego. Toma za specjalnie nie lubiłam, był wrednym kotem. Jak już kiedyś będę
musiała być starą panną to na pewno nie z dziesięcioma kotami tylko psami lub
myszami. Myszki są takie słodkie. Wracając to fotografii, ja była sto razy
większą fanką Toma i Jerrego niż Leon. To ja miałam wszystkie odcinki zgrane na
kasety nie on i to ja miała zdjęcie z facetem, który nosił kostium Jerrego i
podobne z Tomem.
- Nasza pierwsza kłótnia - rzekł Leon.
- Tak. Ten dzień należał do najgorszych w moim życiu i nie wiem czy to
dlatego,że się pokłóciliśmy czy dlatego, że pokłóciliśmy się o to
,że ja miałam rację - odrzekłam.
- Nawet nie żartuj, ja byłem większym fanem Toma i Jerrego. Moja mama zawsze
mi mówiła, że jestem podobny do Toma.
- Moja mi mówiła, że jestem jak Jerry. Wiesz, że wiem dlaczego swojej mamie
przypominałeś Toma- zaczęłam - bo jesteś leniwy, nie masz sprytu i jesteś niezdarny.
- Ja jestem niezdarny? Niby dlaczego tak uważasz? - spytał.
- A dlatego - powiedziałam i podałam mu zdjęcie.
- To akurat był jednorazowy przypadek i tak jakoś wyszło – tłumaczył się.
- Ha! Tylko winni się tłumaczą, to nie był przypadek.
- Był! Dobrze wiesz, że nigdy bym czegoś takiego nie zrobił!
- Ah, tak? - spytałam podejrzliwie.
Leon wziął ode mnie zdjęcie i zaczął się dokładnie przyglądać.
Widniała na nim jego sylwetka i potłuczony ulubiony zestaw talerzy mojej
mamy. Bardzo dobrze pamiętam to historię.
- Założę się, że nie potrafisz żonglować - rzekł 11 letni Leon.
- Dobrze wiesz, że umiem - odpowiedziałam i chwyciłam 3 mandarynki zaczęłam
żonglować. Jako, że tata mnie tego uczył nie było to dla mnie specjalnie
trudne.
- Ha też mi coś. Podrzucanie czegoś owalnego nie jest trudne, a umiałabyś
czymś innym. Na przykład talerzem?
- No co ty, to bardzo trudne. Ciekawe czy ty byś potrafił? - zapytałam.
- Jasne, że tak! Jestem mistrzem żonglerki i potrafię żonglować wszystkim.
Udowodnię to- zapowiedział.
Wyjął z szafy 3 talerze z porcelanowej zestaw mojej mamy. Wziął pierwsze
trzy talerze i podrzucił je do góry. Oczywiście dwa z nich spadły. Zareagował
na to zwykłym "nic nie szkodzi" i wziął kolejne dwa. Podrzucił i to
samo. W końcu skończyło się tym, że z dwudziestu czterech pięknych talerzy
został tylko jeden. Moja mama wróciła do domu i zobaczyła stos potłuczonych
talerzy i Leona, który trzymał ostatni cały talerz. Leon z przerażające miny
mojej mamy upuścił ten talerz.
Długo się tego tłumaczył.
- Mówiłam Ci, że żonglowanie talerzami jest za trudne, zwłaszcza, że w ogóle
się nie umie żonglować!
- Ja umiem żonglować! Udowodnię to - rzekł i chwycił 3 banany z naszego
koszyka.
- Leon, nie! - krzyknęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto nasz kolejny rozdział! Wydaję mi się, że trzeci, ale kto to by liczył :D
Mamy nadzieję, że się Wam spodoba :*
Nie zapomnijcie zostawić komentarza i udostępnić tego posta na Google+ dając nam plusika =)
Buziaki :*
Zuzia i Vicky
Buziaki :*
Zuzia i Vicky
Jak zawsze świetny :*
OdpowiedzUsuńKocham ten blog jest cudowny! :D
Świetny! Leon i te jegi głupie pomysły xD
OdpowiedzUsuńSupcio
OdpowiedzUsuń